wtorek, 15 października 2013

Rozdział XIV

Tydzień w Bletchley minął bardzo spokojnie. Większość czasu spędziła na długich spacerach po okolicy i pogawędkach z rodzicami. Doszła do wniosku, że tęskniła za rozmowami z nimi i obiecała sobie, że będzie przyjeżdżać tu częściej, tyle, że zabierając ze sobą siostrę, brakowało jej bowiem całonocnego plotkowania z bliźniaczką, które od czasu poznania chłopaków z One Direction nieco ucichło. Yv spędzała więcej czasu z Niallem - na żywo lub na skypie - i przed komputerem, projektując kolejne strony internetowe.
Usadowiła się wygodnie na łóżku w swoim dawnym pokoju. Był piątek i właśnie tego dnia lub dzień później miały "dojechać" do niej jej rzeczy, przynajmniej tak mówiła Yvonne. Rodzice siedzieli na dole oglądając telewizję, Hann postanowiła więc spędzić trochę czasu w samotności. Ujęła w dłonie kubek po brzegi wypełniony gorącą jeszcze kawą, który kilka minut wcześniej postawiła na niewielkim stoliku tuż obok łóżka. Westchnęła cicho i upiła łyk.
No tak, siedzę tu już tydzień i jeszcze nie wymyśliłam nic sensownego. Jak powinnam się teraz zachowywać wobec chłopaków? Powinnam z nimi porozmawiać, jak wrócę? Jeśli tak, to co mam im powiedzieć? Ta cała sytuacja jest nie tyle niezręczna, co po prostu cholernie dziwna. Czemu ja się w ogóle wtedy zgodziłam? Chciałam grać wyluzowaną, a może zaimponowało mi to, że trzech gości chce o mnie zabiegać? W sumie to dwóch, Louis podszedł do tego najbardziej neutralnie z całej trójki. Ale dwóch to i tak za dużo, zdecydowanie. Mile łechce próżność, ale niepraktyczne cholernie… Najgorsze jest to, że podobają mi się oboje, w każdym z nich kręci mnie co innego. Teoretycznie powinnam zdecydować się na któregoś z nich, ale jeśli nie chcę jeszcze bardziej namieszać, powinnam odrzucić oboje,  a chyba nie tego chcę… Choć moje chęci mają się nijak do ratowania ich przyjaźni. Co z tego, że spróbowałabym z którymś z nich, skoro drugiego z nich bym straciła i jeszcze skłóciła go z tym pierwszym? Ale mam mętlik w głowie… Zayn mnie wkurzył i to nieziemsko, ale… Może najpierw coś wkurzyło Zayna? Ciągle zastanawia mnie, dlaczego nazwał Harrego "flirciarzem"? Chciał zagrać na swoją korzyść, czy plótł bzdury z zazdrości, czy może mówił prawdę? Z drugiej strony Harry diametralnie zmienił nastawienie do mnie, niby pozostali mówią, że od dawna mu się podobam, ale zaczął to okazywać tak nagle… To wszystko jest jakieś takie  skomplikowane…
Rozmyślania przerwał jej dźwięk telefonu. Westchnęła i po omacku zaczęła szukać dłonią swojego smartfona. Widząc na wyświetlaczu nieznany numer z początku zawahała się, jednak ostatecznie postanowiła odebrać.
 - Tak, słucham? - zaczęła niepewnie
 - Hej, tu Louis. Masz czas, żeby chwilę pogadać? - po drugiej stronie słuchawki zabrzmiał znajomy, ciepły głos
 - Mam czas, tylko skąd ty masz mój numer?
 - Poprosiłem Nialla, żeby wydłubał Yvonne z komórki - zaśmiał się - zrobił to za talerz kanapek
 - Mój szwagier to zdrajca! Niech no ja go dorwę…
 - Czyli nie chcesz ze mną gadać?
 - Nie no, chcę, ale z pewnych względów nie chciałam, by ten numer miał kto inny poza Yv i Karo… Tym bardziej, że ty i reszta chłopaków macie raczej łatwy dostęp do swoich komórek…
 - Spokojnie, nie zapisałem sobie tego numeru, mam go na nieopisanej kartce, tylko numer. I siedzę teraz sam w pokoju. Karo z Liamem i chłopakami są u nas, ale na patio, a Yv i Niall siedzą u was. Nikt nic nie wie - wyjaśnił - Yv mówiła mi, jak bardzo ci zależy na tym, by jak najmniej osób miało ten tymczasowy numer
 - I miała rację. Chciałeś mi powiedzieć coś konkretnego, czy po prostu się stęskniłeś? - Hann wyraźnie się uspokoiła, a jej głos nabrał przyjemniejszego i mniej podejrzliwego tonu - swoją drogą, niezły spisek ogarnąłeś
 - Ucz się Frazovsky, ucz, jestem w tym najlepszy. Kiedy wracasz?
 - Jeszcze nie wiem, chyba jeszcze z tydzień posiedzę. A jak atmosfera u was w domu? Wiesz, co mam na myśli?
 - Wiem… Zayn i Harry pogodzili się i postanowili, że nie będą na ciebie naciskali, bo obojgu zależy, żebyś wróciła. Obiecali sobie, że nie będą chamsko pogrywać ze sobą, a decyzje pozostawiają tobie i jakakolwiek nie będzie, uszanują ją. Chyba zrozumieli, że żrąc się między sobą tylko pogarszają sprawę, a ty przez to jeszcze bardziej się od nich oddalasz… I ode mnie też, a Joker to już chyba w ogóle tęskni za swoją drugą mamą!
 - Też za wszystkimi tęsknię, ale wrócę, jak będę umiała w miarę spokojnie podejść do sprawy
 - Nie dowiesz tego czy umiesz, dopóki nie staniesz przed Zaynem i Harrym… Co innego z góry coś założyć, a jeszcze co innego się z tym zmierzyć…
 - Zjadłeś Liama, który mówi teraz twoim głosem?
 - Też potrafię być mądry i filozofować - mruknął, chcąc zagrać dotkliwie urażonego - W ogóle… co im powiesz? Podoba ci się któryś?
 - LOU, BO POMYŚLĘ, ŻE CIĘ NASŁALI!
 - Ja po prostu jestem ciekaw!
 - Jesteś ciekaw i masz długi język, słyszałam, jakie rzeczy potrafisz wypaplać Harremu!
 - No ale patrz, ja ci powiedziałem, co oni postanowili, to ty mi możesz powiedzieć, co ty postanowiłaś…
 - Ech, Lou… Gdybym ja sama to wiedziała…
 - Dobra, ja kończę, bo z tego co słyszę, towarzystwo przeniosło się do domu, a nie chcemy ryzykować. Telefoniczny uścisk i wracaj szybko!
 - Dzięki za telefon, pa - odparła, po czym cmoknęła w słuchawkę
***
 - Horan, litości, my naprawdę skręcamy teraz w lewo i błagam cię, nie mów, że masz rację, bo dziesięć kilometrów temu też ją miałeś i to do tego stopnia, że musieliśmy zawracać! - Yvonne wrzeszczała głośno, głaszcząc siedzącego jej na kolanach Jokera
 - Ale tu jest napisane, że jest objazd!
 - To przecież ci tłumaczę, że Hann mówiła mi przez telefon, że tata kazał przekazać, że nie ma tu żadnego objazdu, był do niedawna, ale nikomu nie chciało się jeszcze sprzątnąć znaku, jedź w lewo to zyskamy czas!
 - Jak jesteś taka mądra, to siadaj za kółkiem i prowadź, panno "wszystko wiem najlepiej, a nie zdawałam prawa jazdy, bo się boję"!
 - Nie mówię, że jesteś złym kierowcą, tylko, że stracimy czas jadąc tamtędy, a to jest różnica!
 - Nie ma różnicy! Traktujesz mnie, jakbym w życiu drogi i znaków drogowych nie widział, ciągle źle jadę!
 - Bo mnie nie słuchasz… Niall, ja po prostu częściej tędy jeździłam, moi rodzice tam mieszkają… przecież nie dyktuję ci drogi, którą nigdy nie jechałam do cholery! Ugh, jak ty mnie dzisiaj wkurzasz!
 - Z wzajemnością! To gdzie mam jechać, szanowna pani?
 - Jedź gdzie chcesz, mam to w dupie! Jak wylądujemy na drugim końcu Anglii, to ty dzwonisz do mojego ojca powiedzieć mu, że przecież tak dobrze jechałeś! I przeprosisz Hann za to, że wciąż nie będzie miała swoich rzeczy!
 - Przez to twoje biadolenie dawno minęliśmy ten zakręt!
 - To jedźmy już tym zasranym objazdem, ciesz się, wyszło na twoje, teraz jedź jak ci się podoba, a do mnie się nie odzywaj, bo już nie mogę cię słuchać!
Chwilę jechali w ciszy, mijając rząd domków jednorodzinnych. Po kilku minutach zza rogu wyłonił się sklep wielobranżowy, do którego należał niewielki parking, na który Niall wjechał, po czym gwałtownie hamując zaparkował. Bez słowa wyszedł z auta i skierował się w stronę sklepu. Po chwili wrócił, trzymając w ręce półlitrową butelkę wody mineralnej. Otworzył tylne drzwi, przy których siedziała Yvonne wraz z psem
 - Chodź Joker, napijesz się - zawołał, na co psiak posłusznie wyskoczył z samochodu i usiadł przy nodze chłopaka. Irlandczyk złączył palce i skierował je nieco ku górze, tworząc ze swojej dłoni coś w rodzaju prowizorycznej miski, na którą wylewał po trochę wody, żeby Joker mógł zaspokoić pragnienie. W butelce została jeszcze połowa jej zawartości, jednak Niall zakręcił ją, a suchą dłonią sięgnął do kieszeni spodni po chusteczki, którymi wytarł rękę i pysk psa - Wskakuj mały, jedziemy dalej - wziął futrzaka na ręce i umieścił go w samochodzie, po czym, ku zaskoczeniu Yvonne, zamiast siadać na miejscu kierowcy, zajął miejsce obok niej
 - Powietrze prowadzi? - zapytała, wskazując skinieniem głowy na siedzenie naprzeciw - Czy szopka w stylu: "Jak jesteś taka mądra to prowadź a ja siadam tutaj?"
 - Yv… nie kłóćmy się. Jedziemy do twoich rodziców, mam okazję ich poznać i nie chcę tego spieprzyć, bo chcę, żeby to był pozytywny wstęp przed kolejnymi etapami naszego związku
 - Co dokładnie masz na myśli?
 - Nie jesteśmy razem długo i nie wiem, ile to jeszcze potrwa, ale jeśli o mnie chodzi, to chciałbym to kontynuować, dobrze mi z tobą i mam nadzieję, że dotrwamy do momentu, kiedy zaczniemy o sobie myśleć bardzo poważnie, bo teraz raczej się poznajemy i cieszymy się sobą, a ja mam nadzieję, że przywiążemy się do siebie i będziemy szczęśliwi razem…
 - Cieszę się, że podchodzisz do tego w ten sposób… Tak zdrowo i… normalnie. I jeśli mam być szczera, to zależy mi na tobie i chcę tego samego co ty…. Ooooo, jak ja uwielbiam ten twój uśmiech! - wyszczerzyła się na widok roześmianej twarzy Nialla
 - To co, jedziemy? - objął ją i pocałował czule - w ogóle…
 - Hm? - spojrzała na niego pytająco
 - Musimy kiedyś uprawiać seks w samochodzie - stwierdził
 - Horan, hamuj się, nie przy dziecku! - wrzasnęła wskazując na Jokera - tak przy okazji - nachyliła się do ucha Nialla i zaczęła szeptać - żeby uprawiać seks w samochodzie, musimy zacząć go w ogóle uprawiać, a z tym u nas raczej cisza i świerszcze, jak w kreskówkach
 - Chyba masz rację…                             
***
Siedział na łóżku, wciąż trzymając w dłoni telefon. Wpatrywał się w wybrany wcześniej numer, wyraźnie nad czymś dumając.
Cholera, nie powinienem, nie powinienem… Choć z drugiej strony… Nie, nie chcę tego jeszcze bardziej pieprzyć. Myślałem przez pewien czas, że mi się wydaje, ale jednak nie. Zakochałem się w dziewczynie, która podoba się dwójce moich kumpli i zajebiście za nią tęsknię. Udając przez telefon troskliwego przyjaciela, byłem stęsknionym facetem, który wreszcie usłyszał głos osoby, której mu brakuje…
Odłożył telefon i skierował się do drzwi prowadzących na korytarz. Wyszedł z pokoju i począł zmierzać w stronę salonu, gdzie siedziała grupa jego przyjaciół. Minął łazienkę, za którą skręcił w prawo, następnie przeszedł obok wejścia do kuchni i znalazł się w salonie.
 - Hej, Lou, gdzie byłeś? - zapytał Harry poklepując miejsce obok siebie na kanapie
 - Rozmawiałem z mamą, obiecałem, że zadzwonię o tej porze - skłamał, po czym zajął miejsce obok kumpla - co robimy?
 - Spokojnie, nie gramy w nic głupiego - Zayn zaśmiał się
 - Już ja bym wam dał, grać w głupoty z moją dziewczyną - mruknął Liam ściskając mocniej Karo, która siedziała mu na kolanach
 - Spokojnie, stary… Mamy nauczkę - odparł Harry - poza tym Karo jest twoja, jesteście przeszczęśliwi i wara nam od tego, prawda chłopaki?
 - Pewnie! - odpowiedzieli zgodnie Zayn i Louis
 - Tak przy okazji… Myślę, że pójdziemy z Karo do mojego pokoju, żeby tam pobyć przeszczęśliwą parą - Liam uśmiechnął się szeroko do swojej dziewczyny i delikatnie poklepał ją po udzie, sygnalizując jej tym samym, by wstała. Blondynka podniosła się z miejsca i złapała chłopaka za rękę, po czym poprowadziła go za sobą.
***
 - No to… jesteśmy na miejscu. Dajże tą moją torbę, przecież nie jestem kaleką!
 - Pewnie, żeby na dzień dobry twój ojciec mnie opieprzył, że jego córka musi dźwigać, a ja nic nie robię, tylko się lenię - odparł - poza tym, na szczęście dla mnie, nie władowałaś tam połowy mieszkania
 - I będziesz niósł swoją i moją torbę, a ja jak głupek będę trzymała psa i torebkę Hann?
 - Dokładnie tak. Zadzwonisz do drzwi? Ja że tak powiem, nie mam rąk
 - Oczywiście kochanie - uśmiechnęła się do niego i ruszyła w stronę wejścia. Nacisnęła na dzwonek i odsunęła się, czekając na reakcję. Po chwili drzwi otworzyły się, a w progu stanęła mama dziewczyn, Małgorzata
 - Iwuś! Mieliście być jutro… Ale dobrze, że jesteście wcześniej, upiekłyśmy z Hanią babeczki!
 - Mieliśmy być albo dzisiaj, albo jutro - odparła z uśmiechem - i mów proszę po angielsku, bo biedne irlandzkie dziecko pomyśli, że je obgadujemy, poza tym puśćmy go przodem, bo biedaczysko trzyma te dwie ciężkie torby
 - No tak, zapomniałam, że Niall przecież nie rozumie po polsku - kobieta zaczęła mówić po angielsku - wejdź proszę do środka i postaw torby gdzieś z boku, żeby wam nie przeszkadzały - zwróciła się do chłopaka odsuwając się od przejścia.
Yvonne weszła pierwsza, a za nią Horan, po czym postawił bagaże tuż przy schodach, a następnie zamknął za sobą drzwi
 - Może zaniosę od razu do pokoju? - zaproponował
 - Nie ma potrzeby, teraz musicie odetchnąć trochę po podróży, chodźcie do salonu - kobieta zaprosiła gestem córkę i jej chłopaka do pomieszczenia, gdzie na kanapie siedział ojciec bliźniaczek. Na widok Irlandczyka momentalnie wyłączył telewizor i wstał
 - Nie przywitałem się, jak należy - chłopak westchnął z zakłopotaniem - Niall Horan, miło mi państwa poznać - przywitał się najpierw z Małgorzatą, muskając ustami jej dłoń, po czym podszedł do Piotra i uścisnął mu rękę
 - Nam również, myślę, że żona się ze mną zgodzi - odparł mężczyzna odwzajemniając uścisk
 - Oczywiście - kobieta uśmiechnęła się szeroko - to może ja zrobię herbaty? - zaproponowała puszczając oczko do córki
 - Pomogę ci - brunetka od razu odczytała intencje mamy i podążyła za nią do kuchni
 - Siadaj - ojciec zwrócił się do gościa, wskazując dłonią miejsce obok siebie na kanapie - pogadamy, jak mężczyzna z mężczyzną
Niall przełknął ślinę i posłusznie usadowił się obok mężczyzny.
 - Jak minęła podróż? O, macie pieska! - zawołał widząc szczeniaka wbiegającego do pokoju z wysoko uniesionym ogonem
 - Hann, Yv i Karo mają, ja po prostu zaproponowałem, że weźmiemy go ze sobą - wyjaśnił
 - No proszę - mężczyzna uśmiechnął się - to jak podróż?
 - Spokojnie, nie było takiego ruchu na drodze… Raz pobłądziliśmy, ale to dlatego, że patrzyłem na znaki, zamiast słuchać Yvonne
 - Rozumiem, ja nie wiem kto te znaki rozstawiał, chyba pijany był… Chociaż ponoć wy w Anglii aż tyle nie pijecie
 - Powiedzmy, że nie będę się wypowiadał, bo jestem Irlandczykiem - uśmiechnął się
 - No tak! Faktycznie, a ja nie kupiłem whisky!
 - Spokojnie, nie przyjechałem tu pić - na twarzy chłopaka ponownie zagościł uśmiech - chyba, że pan zechce, to skoczymy z Yvonne po butelkę i możemy po trochę wypić, próbował pan kawy albo herbaty po irlandzku?
 - Właśnie nie, czekałem na tego irlandzkiego chłopaka mojej córki - mężczyzna odwzajemnił uśmiech
 - To nie ma sprawy, skoczę później do sklepu
 - Już cię lubię - Piotr poklepał chłopaka po ramieniu


piątek, 11 października 2013

Rozdział XIII

Rzuciła torbę na tylne siedzenie i zamknęła drzwi do samochodu, po czym sama usadowiła się na miejscu kierowcy. Wkładając kluczyki do stacyjki westchnęła ciężko. Przed wyjazdem musiała jeszcze pędzić do kiosku po starter do telefonu, żeby można było się z nią skontaktować. Nowy numer dostały tylko Yv i Karo, poda go jeszcze rodzicom, jak już dojedzie. Miała szczęście, że posiadała swój poprzedni telefon, którego mogła użyć, choć i tak nie podobał jej się fakt, że torebkę wraz z kosmetykami, portfelem, kartą do bankomatu, dokumentami i lepszym telefonem zostawiła w domu chłopaków. Yvonne obiecała jej, że poprosi Nialla o przywiezienie torebki, a potem dostarczy potrzebne rzeczy. Ponadto, wypłaciła Hann gotówkę ze wspólnego konta, by mogła zatankować i miała jakiekolwiek pieniądze na bieżące wydatki.
 - Czasem mnie wkurza, ale jak przychodzi co do czego, mogę na nią liczyć - uśmiechnęła się do siebie - Jak to możliwe, że wyszłyśmy z tej samej macicy i to w tak krótkim odstępie czasu?
Faktycznie. Bliźniaczki były dwujajowe nie tylko w kwestii wyglądu. Przebywając z nimi można by dojść do wniosku, że owszem, są to siostry, jednak o pewnej różnicy wieku, a nie bliźniaczki. Oczywiście miały wspólne cechy: Obie były dumne, zaczepne, głośne i otwarte w wygłaszaniu swoich poglądów, jednak pod względem emocjonalnym bywały skryte, izolowały swoje uczucia nawet przed osobami, którym mogły ufać. Zarówno Hann jak i Yvonne były uzdolnione plastycznie i posiadały rozległą wyobraźnię, jednak ukierunkowywały to w różny sposób. Hann przejawiała swój talent w makijażu, fryzurach i ubiorze, natomiast Yv przelewała go na papier w postaci rysunków. Różniła je nieco muzyka, której słuchały, a także poszczególne zainteresowania, na przykład Hanna uwielbiała piłkę nożną, która drugiej z sióstr była obojętna. Z kolei Yv kochała język niemiecki, za którym starsza bliźniaczka nie przepadała.
Odpaliła samochód i ruszyła przed siebie. Czekała ją ponad godzina drogi do Bletchley, około pięćdziesiąt mil od Londynu.
***
 - Gdzie mieszkają wasi rodzice? - zapytał Niall przypatrując się brunetce
 - W Bletchley
 - Wiem, gdzie to jest, tak z półtorej godziny się jedzie?
 - No mniej więcej
 - To jeszcze trochę pojedzie, wyjechała jakieś czterdzieści minut temu - spojrzał na zegarek przy telewizorze
 - Och, moja ty zegarynko bystra irlandzka - przysunęła się bliżej do chłopaka i wtopiła palce w jego gęste, miękkie blond włosy
 - O, fajnie, pomiziaj mnie tak - oparł głowę o jej ramię, nastawiając się na dalsze pieszczoty
 - Ta i gdzie jeszcze? - roześmiała się
 - Jak pójdziemy do drugiego pokoju, to ci pokażę - spojrzał na nią porozumiewawczo
 - Żadnego seksu, niedługo obiad! - krzyknęła Karo z kuchni, gdzie wraz z Liamem przygotowywali wspólny posiłek
 - Ale jak się zmęczą podczas seksu, to będą bardziej głodni i porządnie zjedzą - wtrącił się Liam, pokazując Niallowi za plecami gest "ok"
 - Właśnie nie wiem, czy mam gwarancję na zmęczenie po seksie, nie wiem, jakie tempo narzucają Irlandczycy - Yv wydęła usta w stronę Horana
 - Ale słuchajcie, serio teraz - Karo postanowiła im przerwać, najwyraźniej rozmowa o seksie sprawiała, że czuła się nieco niekomfortowo - jak myślicie, jak to wszystko się skończy? No wiecie, to z Hann, Lou, Hazzą i Zaynem? Bo moim zdaniem, trudno będzie z tego wybrnąć tak, żeby było jak dawniej
 - Nie mam pojęcia, ale powiem wam szczerze, że Zayn mnie zaskoczył, a raczej rozczarował, poza tym… co im przyszło do głowy z tą kretyńską zabawą? - Niall rozłożył ręce w geście zdziwienia
 - No jak to co, walczyli o damę swego serca, załatwili to jak prawdziwi mężczyźni, poprzez "kamień, nożyce, papier" - zadrwił Liam
 - Kochanie, proszę cię… - mruknęła Karo
 - Wiem co mówię i nie rozumiem ich, z szacunku do ciebie nie zrobiłbym czegoś takiego, bo jeżeli ci na kimś zależy to po prostu poświęcasz mu czas, próbujesz się do niego zbliżyć i pokazujesz, jak bardzo ten ktoś jest dla ciebie ważny - odparł - a że to była tylko "zabawa", to zwykłe pieprzenie. Skoro od jakiegoś czasu Hann podoba się Zaynowi i Harremu to już na wstępie to wszystko miało drugie dno, a ta cała zabawa to był tylko trybik, który ruszył cały mechanizm szczeniackich podchodów, tak się nie robi. Cała czwórka zabawiła się swoimi uczuciami i teraz mają nauczkę, za swoją głupotę. Wiem, że to ostre słowa i chciałbym ich chociaż trochę zrozumieć, ale nie potrafię
 - Tylko, czemu Hann się zgodziła? - Karo spojrzała na Yv - nie powiedziałabym, że to w jej stylu
 - Ja też nie - przyznała - może serio przedstawili jej to jako niezobowiązującą zabawę? Sama mówiła, że dopiero w trakcie wyszły na jaw prawdziwe intencje chłopaków… No bo koniec końców nie było nas tam, nie wiemy dokładnie wszystkiego
 - Masz rację - przytaknął Liam - ale mam nadzieję, że jakoś się to poukłada, bo polubiłem Hann i fajnie, gdy trzymamy się wszyscy razem
 - Dokładnie - dodał Niall
Karo wyraźnie chciała jeszcze coś powiedzieć, jednak przerwało jej pukanie do drzwi. Yvonne spojrzała porozumiewawczo na pozostałych i poszła otworzyć. Przekręciła klucz w zamku, po czym otworzyła. Jej oczom ukazał się zmoknięty Zayn z czarną torbą przewieszoną przez ramię. Zmierzyła go pytającym spojrzeniem, na co ten tylko podrapał się po głowie
 - Jest Hann? - dodał po chwili milczenia
 - Widzę, że coś dla niej masz, ale jej nie ma, przekażę jej torbę - odparła sucho, wyciągając rękę po zgubę
 - Yv, pogadajmy, proszę… Weź fajki i chodźmy się przejść… Mam wrażenie, że jak wejdę do środka, to wszyscy mnie zbesztają
 - No ok., ale torbę tu zostaw, nie wyglądasz na teletubisia - wskazała palcem miejsce na podłodze, tuż przy drzwiach. Zayn posłusznie położył tam torebkę, a w międzyczasie Yv sięgnęła po kurtkę i sprawdziła kieszenie. Papierosy i zapalniczka były na swoim miejscu, była więc gotowa do wyjścia.
W milczeniu zeszli po schodach i opuścili kamienicę. Ze względu na paskudną pogodę postanowili iść do pobliskiego lokalu z fast foodem. Wykurzyli po drodze po papierosie i po około dziesięciu minutach owianej ciszą podróży weszli do ciepłego pomieszczenia. Usadowili się przy jednym ze stolików, jednak z dala od okna, by uniknąć ciekawskim spojrzeń przechodniów. Mimo, że Yv traktowała Zayna jak kumpla, zdawała sobie sprawę z tego, że jest on osobą popularną i trzeba zachować pewne środki ostrożności.
 - Zamawiasz coś? - zapytał
 - Jak mają, to coś ciepłego do picia, jak nie, to nic
 - To ja tak samo - odparł, po czym wstał i ruszył w stronę lady.
Po kilku minutach przyniósł dwie kawy i położył je na stoliku. Ponownie usiadł na krześle i począł wpatrywać się w brunetkę.
 - Chyba chciałeś mi coś powiedzieć? A, tu masz za moją kawę - zagaiła kładąc na stole kilka monet
 - Yv, kupienie ci kawy nie okroi drastycznie mojego budżetu - uśmiechnął się delikatnie
 - To chociaż daj z tego napiwek tej kelnerce dolewającej kawy, nie lubię, gdy się za mnie płaci
 - No dobra - westchnął, zgarniając pieniądze ze stołu
 - Więc do rzeczy
 - Nie wiem, co Hann wam powiedziała i czy w ogóle mówiła cokolwiek…
 - Mówiła, mimo że miała dochować tajemnicy, ale chyba rozumiesz, że z czegoś takiego chciała się komuś wygadać… Poza tym, tak na wstępie jeszcze… Stary, ubliżyłeś mojej siostrze i to dość konkretnie, więc nie oczekuj ode mnie oklasków, chyba, że masz zajebiście dobre wytłumaczenie
 - Pamiętasz, jak rozmawialiśmy o Niallu i trochę o Hann wtedy na balkonie?
 - Pamiętam
 - Słuchaj, ona od początku mi się podobała, już od pierwszego dnia. Nie mówiłem o tym chłopakom a już tym bardziej wtedy, gdy Harry przyznał się, że też coś do niej czuje… Wszystko mi się w niej podoba. To jak wygląda, jej żarty, jej nastawienie, jest świetną i uroczą dziewczyną… Podczas pocałunku tamtego wieczoru czułem to coś między nami, to jak na mnie patrzyła i to jak się zachowywała przy mnie… Więc wyobraź sobie moje wkurwienie, gdy następnego dnia zobaczyłem ją półnagą w koszulce mojego przyjaciela. Wiem, że mimo to nie powinienem odzywać się do niej w ten sposób, to było chamskie, naprawdę, ale tak się we mnie zagotowało, że nie myślałem nad tym co mówię. Najpierw przyszło mi do głowy, że nieźle się razem bawili, podczas gdy ja całą noc wkurzałem się o to, że nie wygrałem dodatkowej rundy tej pieprzonej gry, a dopiero potem, że Harry użyczając jej swojej koszulki, zwyczajnie jej pomógł… Miałem w głowie tylko te czarne scenariusze, szczególnie po tym, jak Hann pocałowała się z Harrym… Wpatrywała się w niego jak w obrazek, nie mogłem na to patrzeć, chciałem być na jego miejscu! Zazdrość mnie zgubiła, ale zależy mi na Hann, dlatego przyjechałem dzisiaj… Powiedz mi proszę, gdzie ona jest, chcę ją zobaczyć, przeprosić, powiedzieć to, co powiedziałem teraz tobie. Przecież gdyby nic dla mnie nie znaczyła, nie wkurzyłbym się widząc ją w dwuznacznej sytuacji dotyczącej mojego kumpla…
 - W tym ostatnim masz rację, ale nie powiem ci, gdzie ona jest, Nie życzy sobie tego, a ja szanuję jej decyzję, w sumie rozumiem ją. Tym co zrobiliście nieźle namieszaliście, Hann potrzebuje teraz spokoju i zamierzam jej go zapewnić najlepiej jak umiem. Nawaliłam jako siostra, bo nawet nie wiem, czy czuje coś do któregoś z was i nie umiem stwierdzić, co ona teraz przeżywa, więc chcę chociaż pokazać jej, że wspieram ją w jej decyzjach
 - Przekażesz jej chociaż, że byłem i chciałem się z nią zobaczyć? I że jeżeli zmieni zdanie, czekam na jakiś znak z jej strony i rozmowę?
 - Jeżeli trochę odetchnie, przekażę jej. Wkurzyłeś mnie, ale gdzieś tam wierzę w to co powiedziałeś i w to, że jesteś tym kochanym Zaynem, którego wcześniej poznałam. Nie wiem, co ci odbiło, powinnam ci w ogóle dać po mordzie, ale nie lubię być na twitterze - spojrzała mu w oczy unosząc brew
 - No tak, nasza mała gwiazdka internetu - roześmiał się na wspomnienie o incydencie z Yv w roli głównej
 - Wracamy?
 - Wracamy. Yv?
 - Tak?
 - Dzięki. Jesteś w porządku i zawsze będę to powtarzał.
***
Zaparkowała samochód pod domem rodziców. Zarówno ona, jak i jej siostra dawno tu nie były, więc ogarnęło ją dziwne uczucie. Ujrzawszy w oknie krzątającą się w kuchni mamę uśmiechnęła się, po czym zabrała torbę z samochodu i zdecydowanym krokiem ruszyła do drzwi. Zapukała i odsunęła się nieco. Po chwili w progu ujrzała mężczyznę średniego wzrostu o szpakowatych włosach, wciąż nieco opalonej, pokrytej lekko siwiejącym już zarostem twarzy. Uśmiechał się szeroko na widok niespodziewanego gościa.
 - Małgosia, chodź no tu szybko! - zawołał po polsku, a po chwili zza jego pleców wyłoniła się drobna brunetka o niebieskich oczach - która to? Dawno nie widziałem, to przestałem rozróżniać - dodał zaczepnie
 - Ta, która wie, co to spalony, kochanie - westchnęła kobieta - i nie chodzi o kotlety robione przez twoją drugą córkę - roześmiała się
 - Hania! Chodź no do środka, matka ci zrobi herbatę - zarządził, po czym o jego żebro uderzył łokieć stojącej obok kobiety
 - Kogoś mi przypominacie… To jednak prawda, że wszystko zostaje w rodzinie - Hann uśmiechnęła się pod nosem i weszła do domu.
Niewiele się zmieniło od jej ostatniej wizyty. Te same meble, ten sam wystrój. Widząc znajome przedmioty poczuła się spokojniejsza i bezpieczna.
 - Zostaw torbę w korytarzu, tata ją potem zaniesie na górę do twojego dawnego pokoju
 - Ja mam jeszcze swój pokój?! - Hann rozdziawiła usta ze zdziwienia
 - Jesteśmy z tych rodziców, którzy mają cichą nadzieję, że mimo rozpoczęcia dorosłego życia, ich kochane dzieci kiedyś wrócą. Po prostu zawsze jest tu dla was miejsce - odparła kobieta głaszcząc córkę po ramieniu
 - O właśnie, a gdzie ta druga gwiazda? - mężczyzna roześmiał się - dalej tłajteruje z jakimś Niallem z Irlandii?
 - Przyjadą tu niedługo, ale skąd ty o tym wiesz?
 - Wasz kuzyn mi doniósł. Nawet się diablica nie pochwaliła…
 - Piotr! - warknęła mama bliźniaczek
 - No co? Wezmę ją i tego jej Irlandczyka w obroty, to się nauczą mówić o wszystkim tatusiowi
 - On nigdy nie skuma, że macie już swoje życie - szepnęła Małgorzata w stronę córki
 - Słyszałem!
***
Siedzieli z Louisem na kanapie zajadając chipsy i oglądając telewizję, a przynajmniej udając, że oglądają. Obaj wpatrywali się w bliżej nieokreślone punkty w przestrzeni, wyraźnie o czymś rozmyślając.
 - Byłeś dzisiaj u Hann - zaczął Harry, sięgając po kolejną garść chipsów
 - Byłem
 - Mówiła coś?
- Ma wyrzuty sumienia, że skłóciła przyjaciół. Współczuję jej, chodź w sumie całą czwórką popełniliśmy poważny błąd
 - Ja wprawdzie nie żałuję pocałunku, ale okoliczności w jakich do niego doszło, były no… głupie. Powinienem to rozegrać inaczej, ale stary, ja nie wiedziałem, że Zayn…
 - Ja też nie i jestem w szoku. Nic nam nie powiedział, nic!
 - No właśnie! To wszystko jest dziwne i popieprzone. Najgorsze jest to, że nie wiem, co robić. Zasugerowałem jej, co czuję, ale bez żadnej, wyraźnej odpowiedzi z jej strony, zupełnie nic. Zachowywała się nietypowo zarówno przy mnie, jak i przy Zaynie i serio nie wiem, co o tym myśleć. Wydaje mi się, że powinna ochłonąć, potem z nią pogadam

 - Tak chyba będzie najlepiej - przytaknął Louis poklepując kumpla po ramieniu

________________________________________

OGŁOSZENIA PARAFIALNE

1. Ten rozdział pojawił się szybko, ponieważ był napisany "do przodu", zaraz siadam do pisania czternastki. 
2. Liczba wyświetleń sugeruje mi, że sporo osób czyta to opowiadanie, jednak nie decyduje się komentować - oczywiście nie zmuszam nikogo, ale to niezmiernie miłe, czytać KOMENTARZE od was :) Wasze opinie i sugestie pomagają mi się rozwijać, z resztą myślę, że każda pisząca osoba się ze mną zgodzi :)
3. Ostatnio aktualizowałam LINKI i chciałabym zaprosić was do odwiedzania blogów innych autorek, które właśnie tam polecam :) Sama te blogi czytam i chętnie na nie zaglądam, więc jeśli lubicie spędzać czas w ten sposób, możecie sprawić dziewczynom przyjemność czytając i komentując ;)
4. Przypominam jeszcze o tym, że można znaleźć mnie na TWITTERZE - chętnie pogadam, więc jeżeli tylko chcecie, zapraszam <3 http://twitter.com/Bulikowna



poniedziałek, 7 października 2013

Rozdział XII

  - Lou, naprawdę musisz jechać? Może wejdziesz do nas na górę? - dopytywała Hann trzymając przy uchu telefon siostry
 - Wiesz, jeśli chodzi o to, czego bym chciał, to posiedziałbym z wami, ale z drugiej strony czuję się zobowiązany do tego, żeby pogadać z Zaynem i Harrym. Potrzeba tam teraz kogoś, kto będzie miał na nich oko i nie pozwoli im rzucać się na siebie nawzajem - odparł wzdychając
 - Jest mi tak głupio… Nie chciałam skłócić przyjaciół… Wszystko muszę spieprzyć, gdziekolwiek się nie pojawię… - wydukała łamiącym się głosem
 - Hann, wszyscy na to pozwoliliśmy, po prostu całą czwórką zrobiliśmy totalną głupotę…
 - Ale co ja sobie myślałam?! Że coś takiego to niewinna zabawa?! Gra w kółko i krzyżyk to niewinna zabawa, a nie to, co robiliśmy wczoraj!
 - Przecież to nie był twój pomysł… Otwórz drzwi.
 - Że co?
 - No otwórz drzwi do mieszkania, wszedłem na górę
Powolnym ruchem oddaliła telefon od ucha i niepewnie spojrzała w stronę drzwi, od których dzieliło ją zaledwie parę kroków. Podeszła bliżej i zdecydowanym ruchem przekręciła klucz w zamku a następnie szeroko otworzyła drzwi. Nie zdążyła w żaden sposób zareagować na ponowne spotkanie z Louisem, ponieważ ten bez chwili namysłu wparzył do środka i zamknął dziewczynę w swoich objęciach
 - To nie twoja wina i nic nie zniszczyłaś, głuptasie - szepnął, gładząc dłonią jej włosy
Całemu zdarzeniu przypatrywały się Yv i Karo. Na moment oderwały wzrok od Hanny i Louisa, by wymienić między sobą epatujące zdziwieniem spojrzenia.
 - Rozumiesz coś z tego? - Karolina szepnęła po polsku w stronę przyjaciółki
 - Nic z tego kurwa nie rozumiem - odparła, drapiąc się po głowie - muszę zapalić, idziemy!
 - Ale ja nie palę… - zaczęła Karo
 - To będziesz patrzeć, jak ciocia Iwonka puszcza dymka! - oznajmiła stanowczo, po czym złapała blondynkę za rękę i pociągnęła ją w stronę drzwi balkonowych.
 - Czekaj, czekaj… - zaczął Liam wodząc wzrokiem za dziewczynami, które niemal śmignęły przez pokój gościnny - przed chwilą ktoś z impetem otworzył drzwi, chwilę później usłyszałem głos Louisa i jakieś łkanie, chyba Hann się rozpłakała… Chwilę później moja i twoja dziewczyna zaczynają mówić po polsku, a potem łapiąc się za ręce jak lesbijki wychodzą na balkon. Jakby tego było mało, ja tu sobie leżę a Joker leży mi na brzuchu i żuje sznurek przy kapturze mojej bluzy… Co to się do cholery dzieje?!
 - Nie wiem… ale przydałoby się jakieś żarcie na ukojenie nerwów - westchnął Niall - tylko co ja zrobię z tą jajecznicą…
***
Szedł korytarzem, nerwowo ściskając w dłoni paczkę papierosów. Szybkim krokiem minął drzwi do łazienki i otwarte drzwi do jednego z pokoi. Nagle jakby coś go tchnęło i cofnął się o parę kroków. W pokoju Harrego, tuż przy łóżku leżała czarna, skórzana torebka z długim paskiem na ramię i srebrnymi klamrami. Rozejrzał się nerwowo i upewniwszy się, że nikt go nie widzi wszedł do pomieszczenia. Kucnął przy łóżku, po czym z wielką ostrożnością otworzył torbę. Po przejrzeniu zawartości był w stu procentach pewien, że znaleziona rzecz należy do Hann. Wziął fant pod pachę i po uprzednim, uważnym rozejrzeniu się, przeniósł torebkę do swojego pokoju i położył ją między łóżkiem a komodą, gdyż było to miejsce niewidoczne z korytarza. Wyciągnął z kieszeni dresowych spodni wyświechtaną, oldschoolową, kartonową paczkę klasycznych lucky strike`ów, w której spoczywały już tylko dwa papierosy. Upewnił się, że ma przy sobie zapalniczkę, po czym ponownie ruszył korytarzem i skręcił przed kuchnią w stronę oszklonych drzwi prowadzących na niewielkie patio. Zanim je otworzył odwrócił się, by zobaczyć, czy Harry nie siedzi przypadkiem w salonie. Mimo, że był na niego wściekły nie chciał, by Hazza zrobił coś głupiego, więc wolał mieć pewność, że jego kumpel jest w zasięgu wzroku. Okazało się, że powodów do niepokoju nie było, gdyż Styles siedział na kanapie i oglądał jakiś serwis informacyjny w telewizji. Zayn wyszedł na patio, zamknął za sobą drzwi i oparł się o nie plecami. Jak jeszcze był w pokoju Harrego słyszał deszcz miarowo uderzający o szyby, który teraz przerodził się w nieposkromioną ulewę. Przed zmoknięciem chronił go kawałek spadzistego dachu, który gwarantował odrobinę suchego miejsca tuż przy ścianach. Otworzył paczkę i wyciągnął z niej fajkę, po czym próbował ją odpalić. Zadanie to zdecydowanie utrudniały podmuchy wiatru i jego dygoczące z zimna ręce, odsłonięte przez koszulkę z krótkim rękawem. Gdy w końcu uporał się z problemem, przytknął papierosa do warg, zamknął oczy, mocno się zaciągnął i odsunął fajkę od ust chwytając ją kciukiem i palcem wskazującym, następnie wypuścił z nozdrzy gęsty dym i westchnął z ulgą.
 - Tego mi było trzeba - szepnął wodząc wzrokiem za rozpływającym się w powietrzu papierosowym dymem.
A teraz trzeba pomyśleć, na cholerę mi ta torebka? Mogę ją oddać, tylko jak to zrobić tak, żeby oddać torebkę bezpośrednio w jej ręce? W tym mieszkaniu jest teraz pełno osób, otworzyć mi może każdy i powiedzieć, że jej przekaże, a ja chcę z nią pogadać… Chyba nie będę miał wyjścia i będę musiał próbować się przedrzeć przez Liama, Nialla, Louisa, Yv i Karo. Swoją drogą, Louis długo nie wraca, miał ją tylko odwieźć… Mam nadzieję, że nie korzysta z kłótni między mną i Harrym, w końcu był dzisiaj taki do bólu słodki, uroczy i pomocny… No i co zrobić z Harrym? Zapunktował tym, że zaczął się zachowywać jak nie przymierzając jakiś Romeo, choć z drugiej strony… Może Hann by się na to nie złapała, gdybym to ja wcześniej nie spieprzył sprawy. To było głupie, ale wściekłem się, gdy zobaczyłem dziewczynę, która mi się podoba w koszulce mojego kumpla i skąpych majtkach, które ta koszulka ledwo zasłaniała. Chciałem żeby obudziła się dzisiaj obok MNIE, w MOJEJ koszulce, w MOIM pokoju, w MOIM łóżku, w MOICH objęciach… Co ona w nim widzi, przecież na początku prawie w ogóle się nią nie interesował. To ja ją pierwszy zagadałem wtedy w studiu, to ja zorganizowałem pierwsze spotkanie naszej paczki… Gdyby nie ja, nawet by Harrego bliżej nie poznała, a teraz on skacze wokół niej, a ona jest zachwycona, no kurwa pięknie. Z jednej strony wczorajsza zabawa to był głupi pomysł, ale z drugiej… Miałem okazję zrobić coś, żeby zobaczyła we mnie faceta, którego ona tak niesamowicie pociąga i tym samym pieprznąć w kąt łatką tylko i wyłącznie milutkiego kolegi. Ten pocałunek był świetny, pamiętam delikatny i przyjemny zapach jej perfum, owocową pomadkę na jej ustach i delikatne dłonie nieśmiało zarzucone na moje barki… I to spojrzenie, kiedy przyciągnąłem ją do siebie, moja pewność siebie i stanowczość podziałały na nią, tylko rano wszystko spieprzyłem, wszystko. Ale nie poddam się… Wytłumaczę jej wszystko jeszcze dzisiaj.
***
 - Dobra, Lou pojechał, więc mogę wam powiedzieć, co się stało wczoraj, bo w sumie była umowa, że wszystko zostaje między mną i chłopakami - zaczęła Hann ściskając w dłoniach kubek z gorącą herbatą - nie chciałam, żeby słyszał
Wszyscy siedzieli na kanapach i fotelu w salonie, nawet Yv i Karo, które wróciły już z powrotem do mieszkania. Ze zniecierpliwieniem oczekiwali wyjaśnienia zachowania jej i Louisa, które całą grupę znajomych przyprawiło o tak zwane: "What the fuck?!"
 - No więc słuchamy, bo to było co najmniej dziwne - westchnął Liam głaszcząc Jokera drzemiącego na jego kolanach
 - Lou wymyślił, że urządzimy sobie wieczór singli. Była pizza, granie na konsoli aż w końcu pojawił się pomysł na grę w "kamień, nożyce papier". Tylko to nie była ta najprostsza i oczywista wersja tej gry… Grali tylko chłopcy, a po każdej rundzie wygrany całował się ze mną…
 - Ooooo kurna, dobre imprezy macie, następnym razem mnie zaproście! - wrzasnęła Yv, jednak jej zapał nieco ostygł, gdy poczuła łokieć Irlandczyka na swoim brzuchu - dobra, ej, żartowałam - uśmiechnęła się do swojego oprawcy
 - Yv, litości, dajmy Hann mówić - skarcił ją Liam - mów dalej - zwrócił się do starszej z bliźniaczek
 - No więc… Najpierw dwa razy wygrał Zayn i wtedy w Harrym się zagotowało… Potem wygrał Louis, co dodatkowo Harrego wpieniło, no a potem wygrał Harry, ale gdy się z nim całowałam, naburmuszony Zayn nam przerwał i kolejna runda była o to, w czyim śpię pokoju…
 - Serio, zaproście mnie kiedyś! Horan, weź ten łokieć, bo mojego użyję!
 - Całe szczęście, że my nie okazujemy sobie uczuć łokciami - mruknął Liam do Karo - i że nie masz zapędów na całowanie się z całym One Direction, tak jak Yv - dodał, po czym ponownie zwrócił się do Hann - No i kto wygrał tą rundę?
 - Harry… I tu zaczyna się problem…
 - Tylko nie mów, że graliście potem o seks - odparła Yv
 - A co, też byś chciała dołączyć? - warknął Niall
 - Nie kochanie, przecież nie mówię tego wszystkiego poważnie, droczę się z tobą - musnęła wargami jego szyję
 - No, masz szczęście - uśmiechnął się
 - Dacie Hann mówić?! Dziewczyna wyraźnie chce żebyśmy jej wysłuchali i doradzili! - wrzasnął Liam, na co Yv i Niall błyskawicznie się uciszyli - Co się potem stało?
 - Nie wzięłam piżamy, więc Harry dał mi swoją koszulkę. Spałam w tej koszulce i w majtkach… Rano poszłam do łazienki i spotkałam przed drzwiami Zayna. Zmierzył mnie wzrokiem i zapytał co robię, ja mu coś odpyskowałam a on mi coś mniej więcej w stylu "dla Harrego jakoś byłaś milsza" i jeszcze tak beczelnie się przy tym gapił na to, co miałam na sobie, czyli niewiele… - w tym miejscu wyraźnie posmutniała
 - Co za kretyn! - krzyknął Horan podnosząc się z miejsca - Wprawdzie ta wasza zabawa była masakrycznie głupia, ale on przegiął! Tylko… czemu tak zareagował? Wiedziałem, że podobasz się Harremu, ale Zayn nic nie gadał…
 - No właśnie - przytaknął Liam
 - Hann, Zayn mnie kiedyś pytał o ciebie, jak kurzyliśmy na balkonie - wtrąciła nieśmiało Yv
 - Jak to o mnie pytał? - druga z sióstr nie kryła zdziwienia
 - Pytał, czy masz kogoś, albo czy ktoś ci się podoba, ale powiedziałam prawdę, że nie wiem, więc nie będę nic sugerowała, żeby nie robić zamieszania… W sumie to nawet nie była rozmowa, wtrącił to przy okazji zachwalania mi Horana z każdej strony
 - Podziałało, lecisz na mnie! - Niall wyszczerzył się i poruszył brwiami w charakterystyczny dla siebie sposób
 - Wolałabym na tobie robić coś innego, ale to może nie będziemy o tym rozmawiali w towarzystwie
 - Zboki - Liam uśmiechnął się szeroko - Ale wracając do sedna sprawy, mamy już wytłumaczenie dla zachowania Zayna, oczywiście nie mówię, że to go usprawiedliwia, ale wiemy, czemu to, co rano zobaczył tak go wkurzyło i dla zachowania Harrego - podsumował, na co wszyscy twierdząco skinęli głowami
 - Nie żebym coś sugerowała, ale zwróćcie uwagę na to, że najlepiej z nich wszystkich zachował się Lou… Niby nic nie mówił o tym, że podoba mu się Hann, ale jego zachowanie o tym świadczy… Taki troskliwy był i ten czuły uścisk w progu… - zaczęła Karo
 - Ty lepiej wymyśl paragraf na Malika, w końcu będziesz panią mecenas - fuknęła Hann odkładając herbatę, po czym skrzyżowała ręce na klatce piersiowej w geście niezadowolenia - w ogóle… Ja czuję, że Zayn i Harry będą wielce chcieli rozmawiać, tłumaczyć się i tak dalej… Chyba pojadę na parę dni do rodziców, idę spakować rzeczy. Tylko błagam, tylko wy wiecie gdzie będę i nikt poza wami, ok.?
 - Jasne - odparł Liam - parę dni w spokoju i z dala od tej nerwowej atmosfery dobrze ci zrobi
***
Wszedł do domu i rzucił kluczyki na komodę obok wieszaka na ubrania. Przeczesał dłonią włosy by sprawdzić, jak bardzo zmokły. Na jego nieszczęście, te dwa krótkie odcinki z kamienicy do auta i z auta do domu wystarczyły, by deszczówka dosłownie lała się z jego włosów
 - Harry, przyniesiesz mi ręcznik z łazienki? Nie chcę tu wszędzie pokapać - zwrócił się do kumpla wpatrującego się ślepo w telewizor - HAROLDZIE! - wrzasnął, chcąc wymusić na przyjacielu jakąkolwiek reakcję
 - Co… co chciałeś?
 - Mogę cię prosić o ręcznik? Mam mokre włosy
 - Jasne - odparł szatyn, a następnie udał się do łazienki. Po drodze wpadł na Zayna, który właśnie zamykał za sobą drzwi po tym, jak wypalił resztę swojej paczki - Zapytałbym, czy byłeś przewietrzyć swój umysł, ale sądząc po twoim dzisiejszym zachowaniu, nie masz czego wietrzyć - mruknął Harry mierząc bruneta spojrzeniem
 - Masz to czego chciałeś, czyli zapatrzoną w ciebie Hann, więc ode mnie się odczep, jasne? Bo inaczej pogadamy…
 - Haaaaaaaarry! - w domu rozległ się wrzask wyraźnie zniecierpliwionego Louisa
 - Już idę! - odkrzyknął Styles, rzucając Zaynowi ostre spojrzenie, po czym udał się do łazienki
 - Coś długo ją odwoziłeś… - zaczął Malik wkraczając do salonu, który nie był w żaden sposób oddzielony od przedpokoju, gdzie stał Louis
 - Kretynie, dziewczyna się przez ciebie popłakała, a ty czepiasz się wszystkich, tylko nie samego siebie, pomyśl logicznie… Gdybyś był taki świetny, za jakiego się uważasz Hann siedziała by tu jeszcze z nami i świetnie spędzała czas. Tylko wiesz… Nie ma jej tu, więc chyba coś nie gra, prawda?
 - Ach tak i ty jak przystało na przyjaciela, koniecznie i dobrodusznie musiałeś ją pocieszyć?
 - Owszem… Widzę, że jest ci to obce, ale uwierz mi na słowo, przyjaciele robią takie rzeczy. Poza tym, nawet gdyby Hann mi się podobała, to jest jeszcze coś takiego jak przyjaźń między mną a resztą z was, ale widzę, że to też jest ci obce… Szanowanie kumpli i te sprawy…
 - Etyk się znalazł! Jakoś wczoraj, jak się z nią całowałeś, nie zapaliła ci się żadna czerwona lampka… Więc tobie jak widać bywają obce rzeczy, które sam głosisz, a to się nazywa hipokryzja
 - Fajnie, że wertujesz słownik, ale mam gdzieś, co uważasz. Poza tym ja się wczoraj BAWIŁEM, bo to miała być ZABAWA, tylko wy urządziliście sobie jakiś samczy pojedynek i spieprzyliście naszą przyjaźń z Hann i dziewczynami!
 - Dobra, mam was obu dosyć - mruknął, po czym skierował się w głąb korytarza do swojego pokoju.

_____________________________________________

Jest krótka, aczkolwiek wydaje mi się, że treściwa dwunastka. Długo się za nią zabierałam, pisałam po trochę, ale koniec końców coś tam wytworzyłam. Po raz pierwszy piszę opowiadanie, na które mam pomysł sięgający dalej, niż 3-4 rozdziały, także blog chyba szybko nie umrze :D Zachęcam do komentowania, bo to naprawdę zachęcające dla mnie i dzięki temu chętniej piszę :) To tylko chwila uderzania w klawiaturę, a potrafi przynieść wielką motywację :)

Nie przedłużając, kończę, także...
ENJOY & do następnego rozdziału! <3