wtorek, 18 lutego 2014

Rozdział XVII


Intensywny aromat świeżo zaparzonej kawy unosił się w całym pomieszczeniu pobudzając zmysły. Zayn leżał na kanapie, przez oparcie której przewieszone były spodnie i dżinsowa kurtka, on sam natomiast leżał w bokserkach i koszulce z krótkim rękawem, szczelnie otulony kołdrą. Poczuwszy zapach kofeinowego napoju otworzył oczy i rozejrzał się po pokoju, jego wzrok zatrzymał się jednak na osobie pana Piotra, który siedział w fotelu paląc papierosa i wpatrując się w żółty kubek ubrudzony zaciekami z kawy, co było efektem jego trzęsących się wskutek zażywania garści leków rąk. Po chwili mężczyzna poczuł na sobie wzrok chłopaka i odwrócił twarz w jego stronę.
 - Dzień dobry - wyszeptał Zayn
 - Dzień dobry - odparł Piotr z powrotem przenosząc wzrok na kubek wypełniony czarną kawą
 - Palą państwo w domu? - chłopak uśmiechnął się szeroko - jakbym zapalił w domu rodziców, to nie skończyłoby się to dobrze - dodał po chwili
 - Nie po to zapłaciłem za ten dom tyle kasy, by sobie nie móc w nim, cholera jasna, zapalić jak człowiek - zaciągnął się i uniósł jeden z kącików ust ku górze - wiesz, ja znam to pierdolenie, że firanki żółkną, że ściany się brudzą… ale od czego kurwa jest pralka i puszki farby w sklepach? Stać cię na palenie, to stać cię też na takie rzeczy, co jakiś czas i tak trzeba to robić, nawet, gdy w domu nikt nie pali papierosów
 - Chyba, że jest się małolatem, który pali jako jedyny w domu, a papierosy ma z uciułanego kieszonkowego, albo z naciągania rodziców na niby kino i tak dalej - westchnął Zayn
 - Lubię szczerych gości, którzy mi się nie podlizują i nie przytakują na wszystko, mimo że kilka godzin wcześniej wrzeszczeli pod oknem coś o mojej półnagiej córce w koszulce jakiegoś kumpla, za co powinien być wpierdol, ale ja spokojny człowiek jestem. Poczęstujesz się, czy masz swoje? - wyciągnął paczkę papierosów w stronę chłopaka
 - Mam swoje, dziękuję. To może odgarnę kołdrę i siądzie pan obok, bo jak widzę, popielniczka jest tylko jedna, nie sięgniemy oboje - odparł i począł składać pościel
 - Weź mi przysuń kawę. Nie chcę znowu porozlewać - rzucił krótko Piotr, podnosząc się z miejsca
Usadowił się wygodnie obok bruneta przysuwając bliżej popielniczkę i zaczął przyglądać się chłopakowi. Wprawdzie słyszał ubiegłego wieczoru parę dziwnych rzeczy, jednak z drugiej strony zaimponowało mu, że młody przejechał tyle kilometrów, by złożyć wyjaśnienia i przeprosić jego córkę. Mimo wszystko, postanowił z nim poważnie porozmawiać.
 - Słuchaj no, facet - zaczął - ja nie wnikam w to, co między tobą a Hann zaszło i mam nadzieję, że to, co miało miejsce wczoraj nie było jedynie durnowatą szopką rodem z tych debilnych romansów, które ogląda moja żona i że naprawisz swoje błędy, a mojej córce nie sprawisz już nigdy przykrości. W przeciwnym razie przestanę być spokojnym człowiekiem
 - Doskonale pana rozumiem. Wprawdzie popełniłem błąd i to poważny, ale mam tego świadomość i żałuję, a na pańskiej córce bardzo mi zależy
 - No dobrze - mruknął - ale do mojego irlandzkiego zięcia i tak ci sporo brakuje…
Piotr najwyraźniej chciał dokończyć, jednak przerwało mu pukanie do drzwi. Niechętnie podniósł się z kanapy i poszedł otworzyć. Po uchyleniu drzwi ujrzał średniego wzrostu chłopaka o kręconych włosach i z dołeczkami w policzkach. Zlustrował go spojrzeniem, po czym głos postanowił zabrać nieoczekiwany gość
 - Pan Frazovsky? - zaczął niepewnie
 - Ta - warknął Piotr - niech no kurwa zgadnę… Kolejny One Direction? No ja nie wiem, my jakiś przytułek dla brytyjskich gwiazdeczek jesteśmy, czy co…
 - Ja do pańskiej córki, do Hann - uśmiechnął się
 - Hann śpi, ale niech stracę, wejdź - odsunął się od drzwi wpuszczając przybysza do środka - tam - wskazał dłonią - jest pokój gościnny, twój koleżka już tam siedzi. Rozsiądź się, a ja zawołam Hann - odprowadził chłopaka wzrokiem, po czym sam podszedł do schodów i krzyknął głośno - HANIUUUUUUU! KOLEJNY NIEUDANY LOWELAS DO CIEBIE!
Dziewczyna odkrzyknęła coś przez zamknięte drzwi do pokoju, jednak Piotr mający już serdecznie dość całej sytuacji nic nie odpowiedział i skierował się do salonu.

ROK PÓŹNIEJ

Liam opierał się o framugę trzymając w dłoni kubek z kawą. Z uwagą przyglądał się Irlandczykowi, który wlepiał wzrok w okładkę kolorowego pisemka o show-biznesie.
 - Sporo się pozmieniało przez ten rok, co? - zagaił szatyn zbliżając się do łóżka, na którym siedział jego kumpel. Nie słysząc jednak żadnej odpowiedzi kontynuował - minęło już pół roku, od kiedy to się stało - westchnął - dalej o tym myślisz? - usiadł na łóżku i również spojrzał na okładkę czasopisma. Widniały na niej dwa zdjęcia, Yvonne i Nialla oddzielone czerwoną, łamaną linią. Pod nimi jawił się napisany wielką i pogrubioną czcionką tekst: "Yvonne Frazovsky wyjeżdża, koniec związku gwiazdy One Direction z Polką! Tylko u nas komentarze osób z otoczenia ex-pary!"
 - Stary, ale dlaczego zerwała? Przecież mogłem jeździć do tych zasranych Niemiec, albo załatwiać jej bilety lotnicze tutaj… poza tym wyjechała tam na studia, to tylko parę lat, potem znowu mogliśmy być razem, już normalnie…
 - Niall, jeżeli macie być razem, to będziecie. Wiesz, że z tymi studiami ma wysoko postawioną poprzeczkę, studiuje za granicą, po niemiecku, trudny kierunek, a żeby się na nim utrzymać musi pilnować wysokiej średniej bo inaczej straci europejskie stypendium, wiesz, że o tym marzyła… Rozumiem, że tęsknisz, ja sobie nie wyobrażam, gdyby Karo postawiła mnie w takiej sytuacji, no ale wiesz… Medialny szum związany z naszym zespołem i ciągłe podróże bardzo by Yvonne utrudniały to wszystko, wiesz, że ona cię kocha…
 - Gdyby mnie kochała, to by nas nie skreślała - mruknął Irlandczyk - nawet nie odbiera telefonów ode mnie
 - Ja myślę, że to dla tego, że tęskni
 - Nonsens
 - Właśnie nie. Zobacz, gdyby nic do ciebie nie czuła i gdyby nie było jej ciężko z podjętą decyzją umiała by z tobą normalnie rozmawiać…
 - Daj spokój. Głupie tłumaczenie. Już kiedy zaczęła pracę w tej poważnej firmie informatycznej zaczęła bardziej myśleć o karierze niż o nas. I potem jeszcze to ultimatum od szefa, że jak chce się piąć wyżej to musi zdobyć wyższe wykształcenie. I ta jego pieprzona propozycja wyjazdu do Niemiec na zaoczne studia informatyczne, z uczelnią w pobliżu niemieckiego oddziału ich firmy…
 - A co, miała siedzieć tutaj i liczyć na to, że cały czas będziemy na szczycie a ty będziesz ją utrzymywał, albo że wciąż będzie ciągnęła kasę od rodziców? Szef załatwił jej to europejskie stypendium i pracę, żeby mogła utrzymywać mieszkanie, opłacił możliwość podjęcia egzaminu na certyfikat językowy… Hann tyle razy ci to tłumaczyła, to spełnienie jej marzeń i wielka szansa
 - Dlaczego wy wszyscy jej bronicie?
 - Niall, zapominasz o tym, że ty osiągasz albo nawet osiągnąłeś to, o czym marzyłeś, a inni spełnienie swoich marzeń mają dopiero przed sobą! Jeśli ją kochasz to ją zrozum!
 - A jeśli ona mnie kocha, to niech tu wróci, opłacę jej studia tutaj!
 - Niall…
 - Tobie to łatwo mówić! Tobie się z Karo układa, od jakiegoś czasu mieszkacie sobie w trójkę z Hann w nowym mieszkaniu, Zayn poznał Perrie, Louis ma ostatnio ciągle dobry humor, Harry niedawno był na randce, a u mnie wszystko się rozwaliło! - wykrzyczał blondyn, po czym szybkim ruchem podniósł się z łóżka i ruszył  w stronę drzwi.
Liam na chwilę wziął do ręki czasopismo, by jeszcze raz mu się przyjrzeć. Na cholerę Horan wciąż trzymał gazetę sprzed pół roku? Przecież Yvonne wróci. Na to przynajmniej wszyscy liczyli.

***

Skasowała bilet i zajęła jedno z wolnych miejsc w tramwaju. Zawsze starała się siadać z tyłu, w kącie, by nie rzucać się w oczy. Położyła plecak na kolanach i owinęła się ciaśniej granatową kurtką z kapturem, który wsunęła na głowę. No tak, w końcu zerwała z facetem, który jest znany w całej Europie, o ile nie na świecie, fanki wypominające jej podjętą decyzję mogła spotkać wszędzie. Wiedziała, że prędzej czy później będzie żałowała towarzyszenia Niallowi podczas jednej z gal rozdania nagród i pokazania się mediom, chociaż z drugiej strony… jak będąc zakochanym, można przewidzieć, że się kogoś zostawi?
Tramwaj zatrzymał się na przystanku, gdzie czekała spora grupka młodzieży z pobliskiego gimnazjum. Yv zasłoniła twarz popielatym szalikiem, by utrudnić ewentualną identyfikację jej osoby. Wystarczało jej, że na uczelni krążyły plotki, że studiuje tylko dzięki bogatemu i sławnemu facetowi, którego wyrolowała, by naciągnąć go na kasę. Nikogo nie obchodziło, że jako cudzoziemka musiała przejść szereg testów pozwalających na studiowanie w innym kraju, w innym języku. I że gdyby sobie takowe po prostu kupiła, bez posiadania określonej wiedzy, wyszłoby to na jaw podczas egzaminów semestralnych, których nie umiałaby zdać, a zdała wszystkie, w zerowym terminie, co z resztą jest wymogiem utrzymania prestiżowego stypendium.
Z kieszeni kurtki wyciągnęła komórkę i odblokowała ekran. Na wyświetlaczu ukazała się informacja o kilku nieodebranych połączeniach. Jedno było od Coriny, z którą mieszkała w wynajmowanym dwurodzinnym domu. Yvonne zajmowała piętro, a kobieta parter, gdzie było więcej miejsca, w sam raz dla trzydziestolatki z mężem i kilkuletnim synkiem. Corina szybko zaprzyjaźniła się ze studentką i często zapraszała ją na obiad, by ta nie musiała się kłopotać po powrocie z uczelni. Pewnie dzwoniła właśnie w sprawie posiłku. Yvonne napisała sms-a z informacją, że jest w drodze do domu, po czym znowu zerknęła w rejestr połączeń. Pozostałe telefony były od Nialla. Westchnęła głośno i schowała telefon do kieszeni.

***

 - Wiecie co? - zaczął Zayn, częstując się kawałkiem ciasta - my to byliśmy głupi! Ta akcja w Bletchley, ta zabawa z całowaniem na imprezie…
 - Racja - roześmiał się Harry - Brawa dla Hann, za to, że zachowała się najmądrzej z nas wszystkich i nie wybrała żadnego z nas, dzięki temu wciąż się przyjaźnimy i wszystko się ułożyło…
 - Tak było po prostu najbardziej sprawiedliwie i zgodnie z moim sumieniem. Chłopaki, minął już rok, a wy dalej to wypominacie!
 - Właśnie dlatego, że minął dokładnie rok - wtrącił się Lou - tyle się zmieniło! Niestety nie wszystko na lepsze
 - No niestety… - do salonu wszedł Liam
 - Gadałeś z nim? - zapytały Karo i Hann
 - No, gadałem - odparł zajmując miejsce obok Karoliny
 - I jak skarbie? - Karo wtuliła się w tors chłopaka
 - Jak zwykle, epopeja o tym, że Yvonne go nie kocha, że nie wróci, że wszystko na nic, że nie odbiera telefonów od niego…
 - Czyli nie powiedziałeś mu? - Hann szturchnęła szatyna
 - No, nie powiedziałem, nie umiałem tak jakoś
 - O czym mu nie powiedziałeś?! - Zayn, Harry i Louis zerwali się jak oparzeni
 - Yvonne ma przerwę między semestrami i zastanawia się czy nie wpaść do nas, ale boi się spotkania z Niallem - wyjaśniła Hann
 - Czyli rozumiem, że chcieliście wyczaić ewentualną reakcję Nialla, by ją uspokoić i jakoś to ogarnąć? - Lou spojrzał na Liama i dziewczyny badawczo
 - Dokładnie tak - potwierdził Liam
 - A gdzie on właściwie jest? - Zayn rozejrzał się wokoło
 - Kurzy na tarasie pewnie - westchnął Harry - co ta Yvonne z nim narobiła…
 - To idę do niego dołączyć, może ze mną pogada - czarnowłosy zgarnął ze stolika paczkę papierosów i zapalniczkę
 - Powodzenia - westchnęli chórkiem pozostali.
Zayn zniknął z pola widzenia, zostawiając piątkę przyjaciół samych.
 - Wiecie co… będę się zbierał - zaczął Harold wpatrując się w zegarek
 - Druga randka z tajemniczą damą? - Liam posłał kumplowi znaczący uśmiech
 - Taaa… - odparł Styles unosząc kącik ust lekko ku górze
 - Kochanie, może my też już pójdziemy? Wiesz, trzeba wyprowadzić Jokera - palnęła Karo szturchając Liama i wskazując wzrokiem na Hann i Louisa
 - Tak, tak skarbie, masz rację - przyznał szatyn podnosząc się z kanapy

***

 - Mamo, mamo! Yvonne przyszła! - krzyczał kilkuletni chłopiec ściskający pod pachą swojego ulubionego pluszowego pieska
 - Cześć - dziewczyna weszła do kuchni - Maxa nie ma?
 - Będzie później, mają inwentaryzację w magazynie, posiedzi dłużej - wyjaśniła kobieta kładąc na stole talerze - siadaj i jedz póki ciepłe - uśmiechnęła się szeroko, uwydatniając dołeczki w policzkach
 - Nie przywitałaś się ze mną! - krzyknął chłopiec stając naprzeciw gościa
 - Cześć Thorsten - pogłaskała malca po głowie, po czym wzięła go na ręce i posadziła przy stole - będziemy jeść - oznajmiła z uśmiechem, a następnie zajęła miejsce obok chłopca
 - I jak powrót dzisiaj? - zagaiła Corina zasiadając do stołu
 - Jest coraz lepiej, ludzie chyba się do mnie przyzwyczajają. Dobrze, że na uczelni mam Heike, bo bym zwariowała. Szkoda tylko, że jeździ tramwajem w zupełnie inną stronę i muszę wracać sama - odparła
 - To teraz wolne? Jedziesz do siostry?
 - Bardzo bym chciała, tęsknię za nią, za Karo i całą resztą - westchnęła - ale Niall…
 - Jakoś sobie z tym poradzisz, myśl o siostrze i przyjaciółce - poradziła kobieta - Niall dzwonił dzisiaj?
 - Ta, cztery razy. Ale nie umiem się przełamać, żeby odebrać, serce by mi pękło, gdybym znowu usłyszała, że mnie kocha, a ja go zostawiłam. I te jego namowy, żebym wróciła, że opłaci studia w Anglii albo Irlandii
 - Zrozum go, kocha cię i tęskni - westchnęła Corina zakładając pukiel rudych, kręconych włosów za ucho - gdyby Max mi tak wyjechał, to bym chyba oszalała
 - Jak go kochasz, to musisz jechać - oznajmił Thorsten - ale musisz mi przysyłać pocztówki i do mnie dzwonić - dodał biorąc w rączkę kawałek pokrojonego w kostkę schabowego
 - Ocho, solidarność plemników - Yvonne roześmiała się
 - Mamo, co to jest plemnik?
 - Yv, zatłukę cię kiedyś - mruknęła rudowłosa podpierając głowę ręką

***
 - Moja droga - zaczął poważnym tonem - powiedz mi, przed kim my się jeszcze chowamy i dlaczego ja mam udawać, że jesteś tylko moją koleżanką czy tam przyjaciółką? Hann… wiesz, że cię kocham… Harry i Zayn już sobie kogoś znaleźli, co ci jeszcze przeszkadza?
 - Trochę się boję - mruknęła
 - Czego, durniu? - Lou przysunął się do dziewczyny i objął ją czule
 - No bo moja siostra i Niall… taka idealna para a jak to się skończyło?
 - Hann, posłuchaj. Nie mogę ci obiecać, że wszystko nam się zajebiście uda i że zawsze będziemy razem. Ale wiedz, że bardzo tego chcę i mam co do tych chęci pewność. Tyle na ciebie czekałem… To dla ciebie wciąż za mało? Tak mi zawróciłaś w głowie, że byłem gotów ryzykować przyjaźń z Harrym i Zaynem dla ciebie. Uda nam się, zobaczysz - musnął ustami jej czoło
 - Kocham cię, Lou - szepnęła wtulając się w tors chłopaka
 - Ja ciebie też, wariatko

___________________________________

Było długo, wiem, ale... ogarnęłam się i jest :)
Mówiąc krótko - enjoy!



2 komentarze:

  1. Więc.. Po pierwsze- matkoooooo, jak dobrze, że wróciłaś :D Wiesz, jestem fanką wielkich come backów, ale długie przerwy zawsze mnie smucą. W każdym razie.. Musiałam sobie przeczytać poprzedni rozdział, bo kompletnie nie mogłam sobie przypomnieć co się działo, ale już jestem na bieżąco. Kiedy czytałam sam początek rozdziału, cały czas myślałam sobie "kurwa, jak ja uwielbiam pana Piotra". No jak Boga kocham, super z niego facet, bardzo fajnie wykreowana postać. Czytam sobie dalej, a tam nagle "rok później" i prawie dostałam zawału. :o Byłam już przerażona, że w jakiś bardzo prosty sposób napiszesz teraz, że wszystko świetnie się ułożyło i będzie koniec, a po tak długiej przerwie naprawdę bym tego nie zniosła. Na szczęście (albo i nie, bo w końcu rozwaliłaś związek Nialla i Yv ;c) to nie koniec. Oczywiście byłam zawiedziona, że się rozstali, natomiast mam ogromną nadzieję, że będą ze sobą jeszcze i wyjdą z tego same dobre rzeczy i kilka przyjemnych i ciekawych rozdziałów do poczytania. :D Zaznaczę jeszcze tylko, że Hann i Lou <3333333 Jak dobrze, że tak rozwiązała się ta sprawa, ideolo, dokładnie tak jakbym tego chciała. No nic, kończę i oczywiście czekam z niecierpliwością na kolejny odcinek! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezu ! Świetny rozdział ! Kocham ten Twój sposób pisania,tak się stęskniłam.... <3

    OdpowiedzUsuń