niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział XVI

 - Horan, ja wiem, że jesteśmy dorośli, ale moi rodzice tego nie rozumieją. Więc tak jak powiedzieli, ty śpisz w moim pokoju, a ja śpię z Hann u niej - wyjaśniła opierającemu się o ścianę Niallowi, który był wyraźnie rozczarowany słowami wypowiedzianymi przez jego teściów
 - Oni nie rozumieją… - zakrył twarz dłonią - jak bezsenna będzie ta noc bez twojego cycka w moim ręku - westchnął
 - A ja… - odparła, teatralnie opuszczając głowę i wlepiając wzrok w podłogę - również nie udam się ze spokojem w objęcia Morfeusza nie czując twej dłoni na mej piersi o miseczce "c" jak "cudo"
 - Och… Yvonne…
 - Możecie sobie poodgrywać niedojebanego Szekspira jutro? Ja naprawdę jestem śpiąca - mruknęła Hann przyglądając się parze
 - Dobranoc, kochanie - szepnął Horan i pocałował Yvonne, po czym mocno ją przytulił
 - Jesteście rozkoszni, ale ja serio jestem śpiąca - Hann była nieugięta
Młodsza z bliźniaczek bez słowa odeszła od swojego chłopaka, który chwilę później zniknął za drzwiami prowadzącymi do jej dawnego pokoju. Spojrzała na siostrę, która uśmiechała się od ucha do ucha i z nieskrywanym entuzjazmem zaproponowała:
 - To co, nocne klachy?
 - Ponoć jesteś śpiąca? - Yv uniosła brew i uśmiechnęła się nieznacznie - a tak serio… jestem za! Ale musimy być cicho, bo Horan się fochnie, że nie śpimy i będzie mi potem od rana wkręcał, że go obgadywałyśmy
Weszły do pokoju, gdzie na ścianach wciąż wisiały plakaty zespołów j-rockowych, będące śladami po jednej z najintensywniejszych obsesji, jakie miała Hann na swoim koncie, a na półkach i biurku stało wiele rzeczy, których starsza z bliźniaczek nie zabrała do Londynu. Miało się wrażenie, że w tym miejscu od lat wciąż ktoś mieszka i spędza tu każdy dzień. Wyposażenie pokoju stanowiły proste, drewniane, ciemne meble, które idealnie pasowały do oliwkowych ścian pokoju nieco przesłoniętych zdjęciami i plakatami, a także do dobranych kolorystycznie dodatków. Nad biurkiem wisiała korkowa tablica z kolażem ze zdjęć i różnego rodzaju pamiątek takich jaki bilet do kina z pierwszej randki, pocztówki z paryskiego Disneylandu, który niedawno ogłosił plajtę, lista rzeczy do zrobienia, a nawet plan lekcji z ostatniego semestru szkoły.
 - Szukałam tego zdjęcia, nie wiedziałam, że je masz - westchnęła Yv wskazując na fotografię przedstawiającą przytulone siostry w wieku mniej więcej pięciu lat, w dopasowanych kolorystycznie ubraniach - nie czaję tego fenomenu tworzenia kolorystycznych kompozycji z ubrań bliźniaczek, jakbyśmy były jedną osobą, a nie dwiema - uśmiechnęła się
 - To chyba były nasze urodziny, albo jakaś niedziela, tylko w takie dni mama zakładała nam sukieneczki… Zawsze wtedy beczałaś, że przecież w sukience fatalnie wspina się po drzewach i chłopcy będą się  ciebie śmiali i nie zaproszą cię do bazy w krzakach… A jak wychodziłyśmy na podwórko, brałaś plecaczek, niby na picie i kanapki, a ładowałaś tam spodenki i koszulkę, a potem przebierałaś się w krzakach
 - Ta, a ty cały czas jęczałaś, że mama się zorientuje, jak wrócę w wygniecionej, ale zupełnie czystej sukience do domu!
 - Och, byłyśmy takie pocieszne… - westchnęła Hann - teraz nieźle się różnimy
 - Ta, powiedz to ojcu - odparła, po czym spojrzała na siostrę porozumiewawczo, wywołując tym u niej atak śmiechu
***
Wsunął dłonie do kieszeni i rozejrzał się po pomieszczeniu. Jego uwagę przykuł biały regał kompletnie zastawiony książkami. Podszedł bliżej, zaciekawiony tym, jakie książki lubi czytać jego dziewczyna. Angielskie tytuły były wymieszane z polskimi, więc niektóre pozycje musiał wysuwać, by chociaż po okładce zgadnąć, czego dotyczyły. W głównej mierze były to książki historyczne, biografie, podręczniki do nauki niemieckiego i kryminały. Regał był wysoki, więc książek było naprawdę dużo. Jedna półka była w całości wypełniona czasopismami z ciekawostkami naukowymi, typu "Focus", a także niemieckimi gazetami takimi jak "Stern" czy "Der Spiegel". Uśmiechnął się pod nosem i podszedł do ściany, której niewielki fragment w kształcie prostokąta był w całości wyklejony zdjęciami. Głównie były to fotografie przedstawiające bliźniaczki wraz z rodzicami, a także zdjęcia z przyjaciółmi, na wielu z nich można było ujrzeć Karolinę, którą miał okazję bliżej poznać. Tuż obok wisiała wielka antyrama z plakatem przedstawiającym gitary kilkudziesięciu najbardziej znanych muzyków, co wyraźnie go zainteresowało, bowiem długo i uważnie analizował każdą z nich.
Rozsiadł się wygodnie na rozłożonej, pościelonej kanapie, tuż przy szklanym blacie, spoczywającym na niskiej, białej podpórce z półką. Przez szybę było widać jeden ze szkiców, który przykrywał stertę pozostałych. Zebrał wszystkie kartki i położył sobie na kolanach, przyglądając się każdemu rysunkowi z osobna. W większości faktycznie były to akty, tak jak mówiła Yvonne, ale można też było znaleźć portrety, głównie kobiece.
Odłożył szkice i rozłożył się wygodnie, zakładając ręce za głowę. Doszedł do wniosku, że przeglądanie rzeczy w czyimś pokoju było zaskakująco interesującym źródłem wiedzy o danej osobie. Wprawdzie wiedział o rysunkach i fascynacji muzyką rockową, jednak książki historyczne i naukowe czasopisma nieco go zaskoczyły, ale pozytywnie. Sprawiły, że Yvonne jeszcze bardziej go zaintrygowała.
***
 - Myślisz, że Horan grzebie ci w rzeczach? - zapytała Hann przypatrując się siostrze, która siedziała na parapecie przy otwartym oknie i paliła papierosa
 - Na bank, to ciekawska dupa przecież… Ja tam nie mam nic do ukrycia - uśmiechnęła się
 - Żeby tylko nie znalazł mojego aktu!
 - Jest w Londynie, zabrałam go ze sobą, bo nieskromnie mówiąc sądzę, że jest wprost zajebisty… Także twoje cycki są bezpieczne - wyszczerzyła się - w ogóle… - opuściła nogi na podłogę i zgasiła papierosa w zielonej, szklanej popielniczce - co z chłopakami?
 - Ale, że co, że co z chłopakami? - Hann jak zwykle przy tego typu rozmowach próbowała grać głupią
 - Już nie udawaj, durniu jeden! Zayn czy Harry?
 - Żaden!
 - Kurwa, akurat, znam tą minę! Ewidentnie masz faworyta!
 - I tak ci nic nie powiem - odparła krzyżując ręce na piersiach
 - Znowu muszę cię upić Napoleonem? - spytała, uśmiechając się na samo wspomnienie o sytuacjach, jakie miały miejsce po nadużyciu tego trunku
 - Pałuj się - mruknęła, próbując za wszelką cenę ukryć uśmiech wkradający się na jej twarz
 - Bo wiesz, jeżeli cię to interesuje, to rozmawiałam z Zaynem i po tejże rozmowie jestem zdania, że gdy nadarzy się okazja powinnaś dopuścić go do głosu
 - Kolejna zdrajczyni, urwę ci jajca! - wrzasnęła Hann rzucając w siostrę poduszką, jednak nie trafiła, bowiem poduszka wyleciała przez otwarte przy paleniu okno
 - Najpierw musiałabym je mieć, a teraz złaź debilu po poduszkę! - odparła roześmiana Yv, wskazując palcem na zewnątrz
Hann, zwana też czasem Hanią, zgarnęła z łóżka szlafrok i narzuciła go na siebie zakrywając krótkie spodenki i podkoszulkę, w których zwykła sypiać. Przeklinając po polsku pod nosem ruszyła w stronę drzwi i opuściła pokój. Możliwie jak najciszej zeszła po schodach nie chcąc prowokować awantury. Dotarła do drzwi wyjściowych i wyszła na zewnątrz. Jej oczom ukazał się plac, gdzie stały zaparkowane dwa samochody, jej i Nialla, samochód rodziców stał bowiem w garażu. Na masce swojego BMW dojrzała poduszkę i w myślach podziękowała bliżej nieokreślonej sile sprawczej, która tak pokierowała biegiem wydarzeń, że nie była to jedna z tych ciężkich poduszek, które poprzez uderzenie mogłyby włączyć alarm.
Gdy już sięgała po zgubę, oślepiły ją samochodowe reflektory pojazdu wjeżdżającego na plac. Było już ciemno, więc tego typu zjawisko było o tyle nieprzyjemne, że skrzywiła się i zasłoniła twarz dłońmi. Po chwili usłyszała trzask drzwi i znajomy głos:
 - Hann, proszę cię, musimy porozmawiać!
Odsunęła dłonie od twarzy zszokowana, bowiem ewidentnie był to głos Zayna. Nie miała bladego pojęcia, skąd chłopak wiedział gdzie jechać i co mu odbiło, by zjawiać się tu o tak późnej porze.
 - Zayn?! Co ty tu do cholery robisz?! - wrzasnęła na widok bruneta
 - Hann… - powtórzył, zbliżając się do niej i złapał ją dłońmi za ramiona - ja zachowałem się jak dupek i wiem, nic mnie nie usprawiedliwia…
 - … Ale… - przerwała mu
 - Ciii… - przytknął jej palec do ust - wysłuchaj mnie… Jak już mówiłem nic, kompletnie nic mnie nie usprawiedliwia… Ale to nie znaczy też, że zachowałem się tak bez powodu… Hann, ja po prostu jestem cholernie zazdrosny! Zobaczyłem wtedy dziewczynę, która cholernie mi się podoba, półnagą, w koszulce mojego przyjaciela! Myślałem, że oszaleję! Wydawało mi się, że tamtego ranka uda mi się ponownie do ciebie zbliżyć, a zobaczyłem coś takiego! Poniosło, mnie wiem, ale… - ujął jej twarz w dłonie tak, by mogła patrzeć mu prosto w oczy - ale ja żałuję, że tak cię uraziłem, nie umiem sobie tego darować… Wiem, że teraz jestem skreślony, ale chciałem ci to chociaż powiedzieć, żebyś nie myślała, że czuję się dobrze z tym, jak się zachowałem, bo tak nie jest… No i chciałem cię zobaczyć, nie wytrzymałem, tęskniłem za tobą… Za twoimi żartami i wygłupami, za twoim uśmiechem, za twoim towarzystwem…
 - Zayn, ja… kompletnie nie wiem co powiedzieć… - szepnęła nie odrywając od niego wzroku
 - Przemyśl sobie wszystko, proszę… Chociaż spróbuj dać mi szansę… Choć jeśli nie będziesz chciała tego zrobić, zrozumiem. Ale wiedz, że naprawdę mi zależy…
 - No wybacz mu kurwa, bo ja chcę iść spać! - wrzasnął z okna ojciec dziewczyn - następny One Direction kurna przyjechał, co to, Grammy albo EMA?!
 - Dobry wieczór! - odkrzyknął Zayn w stronę Piotra - Bardzo przepraszam, zaraz sobie pojadę i nie będę państwa niepokoił!
 - A daj spokój! - z kolejnego okna wychyliła się Yvonne - Nie będziesz przecież jeździł po nocy, możesz się przespać u Nialla w pokoju!
 - Zawsze mówiłem, że masz wszystkie moje cechy, ale głupotę to ty ewidentnie masz po matce! - dodał Piotr w stronę młodszej z córek - Albo chuj, idźcie spać gdzie chcecie, jak chcecie i z kim chcecie, tylko mnie nie budzić!
 - Ale zamiłowanie do przeklinania to już chyba mam po tobie! - odegrała się Yv
 - Nie pyskuj i do wyra! - odkrzyknął Piotr, po czym zamknął okno
***
 - Harry… mam złe wieści, to znaczy, już wiem, czemu Zayn wybiegł jak oparzony z pokoju Nialla i popędził do samochodu - zaczął Louis wchodząc do pokoju Harrego - Dostałem esa od Nialla, z resztą, sam zobacz - dorzucił, po czym podał Haroldowi swój telefon.
Styles odblokował ekran i jego oczom ukazał się krótki sms o treści: "stary, nie wiem o co chodzi, ale Zayn przyjechał do Bletchley i gra Romea pod oknami… Wiedzieliście o tym?"
 - Co to do cholery ma być?! Złamał naszą umowę! I przez niego ja wychodzę na tego, który ma to w dupie i któremu nie zależy, a ja po prostu postanowiłem dać jej czas i uszanować jej decyzję! Dzwoń do Horana i pytaj o adres! - czerwony ze wściekłości Harry zamaszystym ruchem ręki podał przyjacielowi telefon
 - Ale…
 - Ja mam już dosyć waszych "ale"! Skoro on gra nie fair i mam na tym ucierpieć, to nie będę siedział jak cipa i na wszystko się godził… Mówię ci dzwoń i pytaj o adres!
 - Ty chyba nie zamierzasz jechać teraz?
 - Jak Malik może, to ja też!
 - Ej, ale chyba nie zamierzasz obudzić teściów, zaminusujesz na wejściu… Może ochłoń do jutra i rano pojedziesz? Harry…
 - Jak on mnie wkurza! Ja wiedziałem, że tak będzie, wiedziałem! Nie można mu zaufać, wszystko spieprzy! Pojechał tam do niej, pewnie poświecił oczkami i już, sprawa załatwiona! Rano tam jedziemy…
 - … Jedziesz. Ja nie zamierzam się w to mieszać, jak się macie tłuc po pyskach czy coś w ten deseń, to nie mam ochoty w tym uczestniczyć…
 - No to sam pojadę… I wygarnę temu…
 - Spokojnie! Idź spać, z rana czeka cię ponad godzina drogi - skwitował Tomlinson, po czym opuścił pokój i skierował się do salonu.
Wiem, że nie powinienem, ale po cichu liczyłem na to, że Hann nie wybierze żadnego z nich i wtedy ja, powoli i spokojnie spróbuję się do niej zbliżyć… Ale Zayn pokrzyżował mi plany… Nie pojadę z Harrym, nie chciałbym, żeby Hann myślała, że jestem po stronie któregoś z nich, przestałaby mi ufać, a to ostatnia rzecz jakiej bym sobie życzył. To wszystko jest tak pogmatwane…
***
 - O, Yv - westchnął Niall na widok swojej dziewczyny, która wparowała do pokoju
 - Ale jazda, co? - spojrzała na niego z uśmiechem
 - Bardziej mnie zastanawia, jak on tu trafił, skąd wiedział gdzie to dokładnie jest i co mu odbiło… - mruknął Horan - mieli przecież umowę, że się wstrzymują i czekają na decyzję, jaką podejmie Hann, a ten wszystko spieprzył…
 - Ale Horan, to takie romantyczne! - westchnęła Yv i usadowiła się obok Irlandczyka
 - Powiedziała dziewczyna, która mówi do swojego chłopaka po nazwisku - szturchnął ją ramieniem
 - Oburzył się facet, który dźga swoją dziewczynę łokciem… Uważaj, bo będziesz jak Romeo - pokazała mu język
Chwycił jej podbródek i obrócił twarz dziewczyny w swoją stronę.
 - Blask twych oczu jest niczym księżycowa łuna na granatowym nieboskłonie - wyszeptał
 - Hahaha, ty durniu! - wrzasnęła Yv i poczęła się dziko śmiać - Ten, no, ty też masz fajne oczy - dodała, próbując zgrywać poważną
 - Przemiłe w swej prostocie - odparł, usiłując się nie roześmiać
 - Horan?
 - Tak?
 - Wiesz, nie jestem specjalistką od tego typu rozmów, ale… Już jestem na tym etapie, że ciężko mi sobie wyobrazić siedzenie na tym łóżku, gdyby ciebie nie było obok - wydukała - jestem szczęśliwa z tobą… Może nie umiem tego okazać, tak jak to robią w filmach czy książkach i może kiepska ze mnie romantyczka, ale gdybym nie mówiła szczerze, nie mówiłabym nic…
 - Skarbie… Tym zdaniem obaliłaś stwierdzenie, że kiepska z ciebie romantyczka, bo przynajmniej dla mnie to było mega romantyczne i bardzo się cieszę, że to od ciebie usłyszałem - uśmiechnął się szeroko - tym bardziej, że parę razy mówiłaś mi, że ciężko ci mówić o uczuciach, więc jeszcze bardziej to doceniam
 - Po raz pierwszy ktoś docenił jakiekolwiek moje staranie, wiesz? - odwzajemniła uśmiech - a teraz weź mnie przytul albo rozśmiesz bo się całkiem rozkleję
- Chodź tu, głuptasie - przyciągnął ją do siebie i przytulił mocno - śpisz ze swoim Irlandczykiem, czy idziesz do siostry?
 - W sumie, miałabym ochotę na seks po irlandzku, ale mamy tu takie cienkie ściany… muszę zadowolić się spaniem - odparła
 - A to lubisz tak głośno jęczeć w trakcie? - wyszczerzył się
 - Jak mi dobrze, to owszem - patrzyła mu w oczy, uśmiechając się łobuzersko
 - Jak wrócimy do Londynu, trzeba będzie załatwić wolną chatę, to sobie pojęczysz - odparł, delikatnie przesuwając opuszkiem palca po jej wardze
 - Lubię cię takiego - pocałowała go, jednocześnie całym ciężarem ciała popychając na łóżko
 - Nie prowokuj, cienkie ściany! - roześmiał się
 - No dooobra - mruknęła, udając oburzoną słowami chłopaka
***
 - Hann, ja naprawdę nie chcę ci robić kłopotu… - przekonywał Zayn
 - Dlatego będziesz spał na kanapie w dużym pokoju, bo znając Yv, poleciała już do mojego szwagra… I tak do nich pójdę, nie lubię spać sama
 - Nie ma problemu, z resztą i tak nie pchałbym się do twojego pokoju, spanie z tobą powoduje zamieszanie - uśmiechnął się
 - Bardzo śmieszne - syknęła, próbując ukryć fakt, że słowa bruneta naprawdę ją rozbawiły.
Podeszła do garderoby pod schodami, skąd wyciągnęła świeżą pościel, po czym złożyła ją na rękach Zayna.
 - Dobranoc - szepnęła
 - Dobranoc - odparł, uśmiechając się przy tym w uroczy sposób.



 _________________________________

No i jest szesnastka!
Nie będę się rozpisywała, po prostu...
Enjoy! <3


piątek, 18 października 2013

Rozdział XV


Rozdział zawiera tak zwaną "scenę 18+" - jeżeli rażą cię takie treści, odradzam czytanie.



Małgorzata układała babeczki na dużym talerzu, podczas gdy Yv przygotowywała kubki na herbatę. Mama bliźniaczek najwyraźniej chciała porozmawiać na osobności z młodszą z sióstr, bowiem przygotowanie poczęstunku ewidentnie było tylko wymówką.
 - Iwuś, powiedz no mi - zaczęła powoli - po co Hania tak naprawdę przyjechała? Próbowałam z nią rozmawiać, ale tylko uśmiechała się i mówiła, że chciała się po prostu wyluzować, niby nic w tym dziwnego, ale coś mi tu nie gra…
 - Mamo… a w jakich sytuacjach Hann wybiera samotność i przynajmniej chwilową zmianę otoczenia? - Yv spojrzała na rodzicielkę tak, jakby odpowiedzią na jej wątpliwości była rzecz najprostsza i najbardziej oczywista
 - Czyli tak jak myślałam, chodzi o faceta… - westchnęła - co się stało?
 - Chyba lepiej by było, gdybyście same o tym pogadały… Gdzie ona właściwie jest?
 - Jakieś dziesięć minut przed waszym przyjazdem poszła się kąpać, lada moment powinna zejść na dół. W ogóle córcia, jak to się stało, że ten twój facet jest członkiem tak znanego zespołu, jak ty ich poznałaś?
 - To Hann ich poznała, na planie ostatniego teledysku, zastępowała ich charakteryzatorkę. A potem Zayn…
 - Który to? - Małgorzata była wyraźnie zaintrygowana
 - Ten z czarnymi włosami i ciemną karnacją - wyjaśniła
 - A, wiem już. Oglądałam trochę zdjęć w internecie, jak dowiedziałam się o tobie i Niallu, ale imiona pozostałych mi się mylą. No i co ten Zayn zrobił?
 - Zaproponował spotkanie większą grupą. A! Ja też na chwilę byłam na planie tego klipu, podrzucić Hann poprawioną wersję tatuażu
 - Wy macie nasrane z tymi tatuażami… - westchnęła kobieta spoglądając w sufit
 - Mamo, możesz mi nie przerywać?
 - No mogę, słucham zatem
 - No więc… jako, że też tam byłam i poznałam część chłopaków, w tym Zayna, to też zostałam zaproszona i na spotkanie wzięłyśmy też Karo, która teraz jest z Liamem!
 - No co ty gadasz?! Który to?
 - Wyższy trochę, króciutko ostrzyżony
 - Taki szatyn? W tym nowym teledysku miał czerwoną bluzę?
- Tak, tak, tak, to on - Yvonne uśmiechnęła się szeroko. Była pozytywnie zaskoczona faktem, że jej mama zrobiła całkiem niezły research odnośnie One Direction
 - No a Hania, niech zgadnę… ma jakieś problemy z którymś z pozostałych?
 - Dwóch się w niej zabujało…
 - O kurwa, którzy to?! - Małgorzata chyba nie spodziewała się uzyskać informacji aż o dwóch potencjalnych zięciach
 - Zayn i Harry
 - Ten z lokami?
 - Tak…
 - Cholera, obaj przystojni! Też bym się nie umiała zdecydować - kobieta poczęła drapać się po głowie
 - Mamo, tu chodzi raczej o to, że są przyjaciółmi i Hann nie chce tego rozbijać… W sumie nawet nie wiem, czy któryś z nich jej się podoba, czy co…
 - To co z ciebie za siostra?!
 - Mamo, do cholery, ona jest dorosła i nie zamierzam jej zmuszać do rozmów i stać nad nią godzinami jak gestapowiec, żeby cokolwiek z niej wydusić! Pewnie, że chciałabym wiedzieć, ale to jest jej życie! Ty chyba też wciąż tego nie kumasz, a na ojca psioczysz!
 - Dobrze, spokojnie, nie kłóćmy się… Ja biorę babeczki, ty zalej i zanieś herbatę do salonu
***
 - Wiesz, tak myślałem ostatnio… - zaczął Liam układając się wygodniej na łóżku - my nigdzie razem nie wychodzimy, tylko siedzimy albo u ciebie albo u mnie jak jakieś stare małżeństwo
 - Nie no wiesz, mi to nie przeszkadza, ale jeżeli chcesz gdzieś wyjść to ja bardzo chętnie - odparła Karo poprawiając poduszkę za swoimi plecami - a gdzie byś chciał iść?
 - Chętnie bym cię zabrał na kolację, może nawet dzisiaj? Jak chcesz się przebrać czy coś, to podjedziemy wcześniej do ciebie… Yv i Niall jechali do Bletchley dzisiaj, czy jutro jadą?
 - Yv napisała mi esa, że dzisiaj i że zabrali Jokera, więc w sumie nie muszę być jakoś wcześniej w domu, bo wracają po weekendzie
 - No to świetnie, idealna okazja… W sumie ryzykowałem trochę, bo stolik jest już zarezerwowany na dziś wieczór - uśmiechnął się szeroko
 - A to jakaś droga restauracja? Bo kurczę, mogłeś powiedzieć wcześniej, kupowałam kosmetyki ostatnio i niezbyt wiele mi zostało…
 - Kochanie, ty chyba żartujesz - westchnął przytulając ją mocno - ZAPRASZAM CIĘ, więc w ogóle nie ma nawet mowy o tym, że bierzesz portfel ze sobą i bez dyskusji - musnął wargami czubek jej nosa - to jak, idziesz ze mną?
 - No ale…
 - Ja płacę i koniec. Daj mi być facetem - nachylił się, by spojrzeć jej w twarz - nie ma mowy, że czujesz się głupio, niezręcznie i tak dalej, dobrze?
 - No dobrze - uśmiechnęła się delikatnie - tylko co ja ubiorę?
 - Jesteś śliczna, więc to bez większego znaczenia, bylebyś czuła się dobrze
 - Ty zawsze wiesz co powiedzieć, dyplomato ty - musnęła chłopaka w policzek
 - No… i też dobrze wiem, co robić… - odparł, po czym objął Karolinę w pasie, zdecydowanym ruchem przyciągnął do siebie i przytknął wargi do zagłębienia w jej szyi - ładnie pachniesz… - szepnął i przesunął ustami po gładkiej skórze dziewczyny, kierując się w stronę ucha. Delikatnie przygryzł płatek, a następnie ujął jej twarz w dłonie i spojrzał na nią - lubisz, kiedy tak robię? - uśmiechnął się
 Przymrużyła oczy i szybkim ruchem popchnęła Liama tak, że leżał na plecach wzdłuż oparcia łóżka. Pochyliła się nad nim i zaczęła namiętnie całować go w usta. Po chwili, nie przerywając pocałunku, chwyciła jego rękę i położyła ją sobie na pupie. Oderwała się od ust chłopaka
 - A ty, lubisz jak tak robię? - spojrzała na niego unosząc brew
 - I to jak! Z resztą, ja lubię wszystko co robisz - uśmiechnął się szeroko - dobry ze mnie dyplomata, co?
 - Świetny - odparła
 - No bo wiesz… Ej! - wrzasnął, gdy na jego twarzy znalazła się poduszka, którą po chwili odsunął - zadzierasz ze mną Heidelberg?
 - Lepiej od razu się poddaj, Payne!
 - W życiu! - odkrzyknął i przewrócił Karolinę na plecy, delikatnie uniósł ją obejmując nogi jedną ręką, a następnie wymierzył klapsa w pośladki dziewczyny  - masz i koniec cwaniakowania - wyszczerzył się
 - Nie umiesz się bawić - pokazała mu język
***
Wyszła z łazienki i po zamknięciu za sobą drzwi przystanęła na chwilę. Słyszała dwa znajome głosy dochodzące z parteru i nie były to głosy rodziców. Owinęła się szczelniej grubym, miękkim szlafrokiem i wychyliła się nieco za poręcz schodów, jednak nikogo nie ujrzała, więc wyglądało na to, że goście siedzą w salonie. Spojrzała w stronę okna wychodzącego na plac przed domem, w końcu krótkiego korytarza. Podeszła bliżej. Obok jej samochodu zaparkowanego przed garażem stał inny pojazd, zdawało jej się, że widziała go już przed domem chłopaków, jednak nie wiedziała do kogo należy. Cicho i ostrożnie skierowała się w stronę schodów,  zeszła na dół i nieznacznie wychyliła się zza framugi, by zobaczyć kto siedzi w salonie. Na widok rodziców wraz z Yv i Niallem odetchnęła z ulgą i weszła do środka
 - Ach, to wy! - krzyknęła radośnie - dzięki Bogu!
 - Spodziewałaś się Taylor Swift? - zapytał Horan - Nam też miło cię widzieć, herbata ci stygnie - dodał, na co Małgorzata roześmiała się. Najwidoczniej polubiła chłopaka jednej ze swoich córek
 - No siema siostrzyczko - wtrąciła się Yv - dobrze wyglądasz, chyba służy ci ten wyjazd, ale i tak się stęskniłam - wstała i podeszła, by uściskać siostrę
 - Ej, ej, ej! Nie zbliżajcie się do siebie na tyle, chcę wiedzieć do której mówię! - zawołał Piotr
 - Ojcze… Hania to ta w szlafroku i z ręcznikowym turbanem na głowie, o, tutaj stoi, przyjrzyj się dokładnie - odparła młodsza z sióstr, łapiąc drugą z bliźniaczek za ramiona i stawiając ją przed sobą. Po chwili odsunęła ją na bok - A tu - wskazała na siebie - jest Iwona, twoja druga córka, to ta w dżinsach i swetrze
 - Dziękuję, co ja bym bez ciebie zrobił córciu! - ojciec dziewczyn wyraził wdzięczność - a teraz siadać obie, bo jak raczył zauważyć mój zięć, herbata stygnie
 - Przywiozłem ci telefon - Niall zwrócił się do Hann
 - Taaak, ty przywiozłeś… Gdyby nie ja i mój GPS w mózgu, już nigdy w życiu by nie ujrzała tego telefonu ani jakiejkolwiek ze swoich rzeczy - mruknęła Yv krzyżując ręce na piersiach
 - I ty musiałeś z nią jechać ponad godzinę? Biedny - westchnął Piotr poklepując chłopaka po plecach
 - Haha, ty zdrajco - Hann wskazała na tatę - z resztą, drugi nie lepszy
 - Jak ty się do tatusia i szwagra odzywasz? - odparł ojciec delikatnie się uśmiechając
 - Poza tym, czemu ja jestem zdrajcą? - Horan wyraźnie się pogubił
 - No właśnie, czemu mój zięć jest zdrajcą? - Piotr podzielił jego zdziwienie
 - Dałeś mój numer Louisowi! I sam wykradłeś go z komórki Yvonne!
 - Grzebałeś mi w komórce!? - wrzasnęła Yv
 - I kim do kurwy nędzy jest Louis? - Piotr podrapał się po głowie
 - Spokojnie, spokojnie, spokojnie… Po pierwsze, Yv, niczego ci tam nie czytałem, szukałem numeru do Hann i nic więcej, po drugie, Hann, chłopaki się martwią o ciebie, szczególnie Louis, bardzo mnie prosił o ten numer, a że on nie uczestniczy w kłótni między Harrym i Zaynem, to zgodziłem się go dla niego zdobyć i musiałem w ten sposób, bo Yv nawet mnie nie chciała podać… Lou obiecał, że zachowa go dla siebie i wreszcie - odwrócił się w stronę Piotra - teściu, Louis jest moim przyjacielem i członkiem naszego zespołu
 - To weź ty się za tego Louisa, córcia, Harry i Zayn nie dzwonili - wtrąciła się Małgorzata
 - Mamo, skąd wiesz o Zaynie i Harrym?! - Hann była wyraźnie zaskoczona - Yv, nie żyjesz!
 - Czemu ja o wszystkim dowiaduję się ostatni! - oburzył się Piotr - I kim do cholery są jacyś Zayn i Harry?
 - Mówiłam ci, żebyś poczytał w internecie - odparła mama dziewczyn
 - To może ja zrobię jeszcze herbaty - Niall wstał i zaczął zbierać puste kubki
 - Mądrze wybrałaś - oznajmił Piotr wskazując córce chłopaka - to jest dobry Irlandczyk
 - Czeka nas chyba długa rozmowa i wiele wyjaśnień - westchnęła Yv - zakurzymy? - spojrzała na rodziców będących od lat nałogowymi palaczami
 - Zdecydowanie - odparł ojciec sięgając po paczkę leżącą na stole - a ty się Haniu nie przejmuj, tatuś ci doradzi
 - Nie mogę się doczekać - mruknęła Hann
***
 - Widzieliście gdzieś moją brązową kurtkę?! - zawołał Zayn - u mnie w pokoju jej nie ma!
 - Nie pożyczałeś jej ostatnio Niallowi?! Sprawdź u niego w pokoju! - odkrzyknął Louis nie odrywając wzroku od ekranu telewizora, gdzie właśnie z pomocą pada rozgrywał mecz piłki nożnej
Brunet spojrzał w stronę drzwi do pokoju kumpla i ruszył w ich kierunku. Uchylił je cicho, zupełnie tak, jakby się tam wkradał, a zapewne wszyscy domownicy słyszeli,  że szuka po prostu swojej części garderoby. Pokój był zagracony i panował w nim chaos, od razu było widać, że Niall pakował się na szybko, tuż przed wyjazdem. Zayn wszedł w głąb pomieszczenia. Nie musiał się uważnie rozglądać, bowiem jego kurtka rzucała się w oczy zwisając z oparcia krzesła przy biurku. Podszedł bliżej, by zabrać swój ciuch i wtedy zauważył, że jego kumpel nie wyłączył komputera. Usiadł przy biurku, chcąc wybudzić system z hibernacji i wyłączyć sprzęt. Gdy ekran się już rozjaśnił, oczom bruneta ukazał się serwis internetowy wyszukujący możliwości dojazdu w określone miejsce. Wielka czerwona strzałka wskazywała na mapie jedną z ulic w Bletchley. Wyraźnie zaintrygowany zerknął w opcje wyszukiwania, gdzie dojrzał dokładny adres. Po chwili namysłu, wyciągnął z kieszeni spodni telefon i zapisał świeżo uzyskane informacje, a następnie wyłączył komputer i zgarniając kurtkę z oparcia krzesła wyszedł z pokoju.
***
Szli ulicami Londynu trzymając się za ręce. Wieczór był wprawdzie chłodny, ale dość przyjemny, gdyż za dnia było ciepło i słonecznie, a taka pogoda miała utrzymywać się przez najbliższy tydzień. Co jakiś czas fani zakłócali im spokój, prosząc o  zapozowanie do zdjęć i wypytując o dziewczynę u boku Liama, chcąc się upewnić, czy to ta osoba, o której mówił podczas jednego z wywiadów dla radia. Para czuła się dość intensywnie obserwowana tym bardziej, że kilka razy ich oczy poraził błysk fleszy.
 - I jak ci się podobało? - zapytał Liam, gdy przez chwilę podążali słabo zaludnionym chodnikiem
 - Świetne miejsce, a kolacja była po prostu przepyszna - odparła z uśmiechem
 - Wiesz co?
 - No co?
 - Tak się przejmowałaś, a wyglądasz pięknie - oznajmił, uważnie przyglądając się swojej dziewczynie, która miała na sobie prostą, ale elegancką białą bluzkę i jasnobeżową spódniczkę z wysokim stanem. Jej długie, blond włosy zostały luźno upięte w kok, dzięki czemu widoczne były perłowe kolczyki. Uwagę przykuwały również szpilki w kolorze nude i dopasowana kolorystycznie kopertówka - tylko wiesz, jak wychodziliśmy było dość ciepło, a teraz już tak nie bardzo… weź to - zdjął marynarkę i okrył nią ramiona Karoliny
 - No ale tobie nie będzie zimno? - spojrzała na niego z troską
 - Ważne, żeby tobie nie było, ja sobie dam radę - mrugnął do niej uśmiechając się
 - Jesteś naprawdę kochany… Co jest? - zapytała widząc Liama, który nagle się zatrzymał i zaczął spoglądać za siebie
 - Nie wiem, czy to serio, czy mi się wydawało, ale… Chyba widziałem Zayna w aucie - odparł ze zdziwioną miną
 - Na pewno ci się wydawało, gdzie by Zayn jechał o tej porze i to w tamtą stronę?
 - Chyba masz rację, chodźmy  
Ponownie ruszyli przed siebie i po kilkunastu minutach znaleźli się przy wejściu do kamienicy. Weszli na górę, po czym Karo otworzyła drzwi do mieszkania. W środku panowała grobowa wręcz cisza, a także porządek, o który dziewczyna rano zadbała.
Ostentacyjnie ściągnęła ze stóp szpilki i popędziła na kanapę, gdzie wygodnie się rozłożyła.
 - Matko, moje nóżki - jęknęła
Liam zamknął za sobą drzwi i przekręcił klucz, po czym skierował się do pokoju gościnnego i usiadł obok niej, wcześniej jednak uniósł nieco jej nogi, by położyć je sobie na kolanach.
 - To może pomasuję? - zapytał retorycznie, wiedział bowiem, że dziewczyna z pewnością nie pogardzi masażem. Ujął w dłonie jej stopę i zaczął delikatnie masować
 - Jesteś najlepszy - westchnęła z uśmiechem, w pełni oddając się zabiegowi - Liam?
 - Tak?
 - Chciałabym pogadać - zaczęła
 - No to słucham - odparł, nie przestając masować
 - No bo… jakiś czas temu rozmawialiśmy o seksie i wiesz… Jesteśmy ze sobą coraz bliżej, dobrze mi przy tobie i ostatnio sporo myślałam na ten temat i doszłam do wniosku, że chcę to zrobić i to… Właśnie z tobą. Czuję, że tego właśnie chcę…
 - Kochanie, jesteś pewna? - Liam zdawał się być oszołomiony tym, co usłyszał
 - Jestem pewna. Poza tym…
 - Poza tym co?
Wysunęła stopy z dłoni chłopaka, po czym nachyliła się w jego stronę. Położyła mu dłoń na torsie i zaczęła masować, jednocześnie coraz bardziej się przybliżając.
 - Poza tym… Jeśli chcesz, to możemy nawet dzisiaj… Teraz - szepnęła
 - Kochanie, to cudownie, ale…
 - Ale?
 - Bo ja nie mam prezerwatyw… Ale… Czekaj! Czekaj tu na mnie, ja polecę! Jak najszybciej wrócę i będziemy robili co tylko będziesz chciała! Daj mi dziesięć minut! Albo nie, pięć! Dobra, nie, dziesięć!
 - Kochanie, ale spokojnie - Karolina była nieco rozbawiona
 - O nie! Nie dam ci długo na mnie czekać! Lecę, czekaj na mnie! - odparł pospiesznie i popędził w stronę drzwi, przy czym o mało na nie nie wpadł. Nerwowo przekręcił klucz w zamku i wybiegł na zewnątrz jak oparzony, nie dbając nawet o to, by zamknąć drzwi, co uczyniła za niego Karo.
 - Wariat, no po prostu wariat - westchnęła pod nosem i skierowała się do łazienki, by korzystając z okazji nieco się odświeżyć. Zrzuciła z siebie ubrania i weszła pod prysznic, gdzie w błyskawicznym tempie się umyła. Po wyjściu z kabiny i otarciu się ręcznikiem sięgnęła po stojący na jednej z półek balsam i zaczęła wklepywać go w swoje ciało. Robiła to bardzo dokładnie, na tyle, że nawet nie spostrzegła, iż minęło dość sporo czasu. Ocuciło ją głośne, epatujące zniecierpliwieniem pukanie. Wzięła suchy ręcznik i obwiązała się nim, po czym wyszła z łazienki i skierowała się do drzwi, żeby otworzyć. Jej oczom ukazał się zdyszany Liam, który wyglądał, jakby po przejściu przez próg miał paść na ziemię i już nie wstać.
 - Jestem… kochanie… - wysapał i zdecydowanym krokiem wszedł do środka - widzę… że czekasz… na mnie… - dodał mierząc ją wzrokiem - już się… bałem… że… ci przejdzie - wziął głęboki oddech, który po chwili się ustabilizował
 - No, czekam na ciebie, zdążyłam nawet wziąć prysznic - odparła z uśmiechem i zamknęła drzwi na klucz
 - Widzę właśnie - złapał ją w pasie i przyciągnął do siebie - już się nie mogę doczekać, żeby zobaczyć i wypieścić wszystko, co chowasz pod tym ręcznikiem - szepnął i zaczął ją namiętnie całować.
Oddawała jego pocałunki, czując silne, męskie dłonie przesuwające się po jej udach i pośladkach. Po chwili złapał ją mocno i podniósł, po czym zaniósł do pokoju. Postawił ją tuż przy materacu i wciąż oplatając rękoma, łapczywie obcałowywał jej szyję i dekolt. Dziewczyna przez chwilę jedynie przyjmowała te pieszczoty gładząc go po plecach, chwilę później postanowiła jednak wykazać nieco inicjatywy i zdjęła mu koszulkę, po czym rzuciła ją w bliżej nieokreślone miejsce
 - Połóż się kochanie - szepnął, wskazując spojrzeniem na materac
Posłusznie wykonała jego polecenie. Liam po chwili dołączył, uprzednio pozbywając się spodni i wyciągając z ich kieszeni paczkę prezerwatyw, którą rzucił na materac, nie odrywając przy tym wzroku od swojej dziewczyny. Mając na sobie jedynie bokserki pochylił się nad nią i przybliżył się na tyle, by ich rozgrzane ciała stykały się ze sobą. Musnął wargami jej usta i przeniósł dłoń na pierś. Z początku masował ją przez ręcznik, po chwili jednak przesunął rękę w miejsce, gdzie materiał zabezpieczał ręcznik przed zsunięciem. Spojrzał na Karolinę pytająco, na co ona twierdząco kiwnęła głową. Nachylił się, by jeszcze raz ją pocałować, po czym powolnym ruchem rozchylił ręcznik i spojrzał na jej ciało, przesuwając po nim otwartą dłonią. Jednak widząc skrępowanie na twarzy dziewczyny przybliżył się do niej, odgarnął włosy z czoła i szepnął:
 - Przede mną nie musisz się wstydzić… Jesteś piękna, wszędzie…
Spojrzała mu głęboko w oczy, ujęła jego twarz w swoje dłonie i zaczęła czule całować jego usta, przenosząc potem pocałunki na szyję. Ręce chłopaka pieściły jej uda i piersi, co wywoływało u dziewczyny przyspieszony oddech i dreszcze przeszywające całe ciało. Nagle poczuła, że palce Liama delikatnie masują jej kobiecość. Jęknęła cicho prosto w jego usta, na co on musnął jej wargi, po czym schylił się nieco, by mieć dostęp do piersi. Przesunął językiem po jednej brodawce, następnie po drugiej, nie przerywając pieszczot wykonywanych ręką. Karolina zamknęła oczy i przez chwilę pozwalała chłopakowi na wszystko, co z nią robił. Poczuła jednak, że pora na to, by po raz kolejny to ona wykonała jakiś ruch. Uniosła się trochę i podparła na łokciu, jedną ręką przesuwając po umięśnionym torsie Liama, kierując się coraz niżej. Napotkała wreszcie na wybrzuszenie, które zaczęła masować. Chłopak westchnął głośno i wpił się w jej usta sygnalizując aprobatę dla tego, co robi. Zsunęła trochę bokserki, jednak miała problem z tym, by ściągnąć je z chłopaka całkowicie, więc ten postanowił jej pomóc. Po pozbyciu się ostatniej części garderoby rozchylił szeroko jej nogi i przez chwilę masował dłońmi wewnętrzną stronę ud na przemian z piersiami. Widząc, że jego dziewczyna jest już naprawdę rozpalona, sięgnął po prezerwatywy, wyciągnął z opakowania jedną i założył. Pochylił się nad Karoliną i zbliżył się do niej. Spojrzał na nią czule
 - Jesteś pewna? Nie musimy, nie chcę, żebyś żałowała - wyszeptał - bo naprawdę…
 - Ciii - odparła kładąc mu palec na ustach - chcę, kontynuuj
 - Jak będzie bardzo bolało to mów, dobrze? - dodał, na co dziewczyna jedynie przytaknęła. Delikatnie musnął wargami jej policzek, chwilę później wchodząc w nią zdecydowanym ruchem, nie chcąc przeciągać ewentualnego bólu. Dziewczyna skrzywiła się nieco, jednak jej spojrzenie mówiło, że Liam ma kontynuować. Wtuliła się w niego mocno, kierując jego twarz w zagłębienie swojej szyi. Z każdym jego ruchem powoli zaczynała odczuwać przyjemność, którą potęgował przyspieszony oddech chłopaka przemieszany z pocałunkami w okolicach szyi i obojczyków.
Po dłuższej chwili Liam wydał z siebie kilka głośnych westchnięć, dając tym samym do zrozumienia, że osiągnął apogeum przyjemności. Zaprzestał swoich ruchów i spojrzał na Karolinę delikatnie się uśmiechając
 - Jesteś cudowna kochanie - wyszeptał

Otworzyła oczy i widząc jego uniesione ku górze kąciki ust również się uśmiechnęła. Liczyła się z tym, że pierwszy raz nie jest w stu procentach doskonały, ale mimo to czuła, że to zbliżenie właśnie takie było. Pełne czułości, cierpliwości i poczucia bezpieczeństwa. Obawy jej chłopaka okazały się bezpodstawne, wiedziała bowiem, że nie będzie niczego żałować, a już na pewno nie widoku spełnionego i uśmiechniętego Liama.


_______________________________________


Podsumuję to krótko:
wena, wena, wena.
Zobaczymy, jak długo ;)

wtorek, 15 października 2013

Rozdział XIV

Tydzień w Bletchley minął bardzo spokojnie. Większość czasu spędziła na długich spacerach po okolicy i pogawędkach z rodzicami. Doszła do wniosku, że tęskniła za rozmowami z nimi i obiecała sobie, że będzie przyjeżdżać tu częściej, tyle, że zabierając ze sobą siostrę, brakowało jej bowiem całonocnego plotkowania z bliźniaczką, które od czasu poznania chłopaków z One Direction nieco ucichło. Yv spędzała więcej czasu z Niallem - na żywo lub na skypie - i przed komputerem, projektując kolejne strony internetowe.
Usadowiła się wygodnie na łóżku w swoim dawnym pokoju. Był piątek i właśnie tego dnia lub dzień później miały "dojechać" do niej jej rzeczy, przynajmniej tak mówiła Yvonne. Rodzice siedzieli na dole oglądając telewizję, Hann postanowiła więc spędzić trochę czasu w samotności. Ujęła w dłonie kubek po brzegi wypełniony gorącą jeszcze kawą, który kilka minut wcześniej postawiła na niewielkim stoliku tuż obok łóżka. Westchnęła cicho i upiła łyk.
No tak, siedzę tu już tydzień i jeszcze nie wymyśliłam nic sensownego. Jak powinnam się teraz zachowywać wobec chłopaków? Powinnam z nimi porozmawiać, jak wrócę? Jeśli tak, to co mam im powiedzieć? Ta cała sytuacja jest nie tyle niezręczna, co po prostu cholernie dziwna. Czemu ja się w ogóle wtedy zgodziłam? Chciałam grać wyluzowaną, a może zaimponowało mi to, że trzech gości chce o mnie zabiegać? W sumie to dwóch, Louis podszedł do tego najbardziej neutralnie z całej trójki. Ale dwóch to i tak za dużo, zdecydowanie. Mile łechce próżność, ale niepraktyczne cholernie… Najgorsze jest to, że podobają mi się oboje, w każdym z nich kręci mnie co innego. Teoretycznie powinnam zdecydować się na któregoś z nich, ale jeśli nie chcę jeszcze bardziej namieszać, powinnam odrzucić oboje,  a chyba nie tego chcę… Choć moje chęci mają się nijak do ratowania ich przyjaźni. Co z tego, że spróbowałabym z którymś z nich, skoro drugiego z nich bym straciła i jeszcze skłóciła go z tym pierwszym? Ale mam mętlik w głowie… Zayn mnie wkurzył i to nieziemsko, ale… Może najpierw coś wkurzyło Zayna? Ciągle zastanawia mnie, dlaczego nazwał Harrego "flirciarzem"? Chciał zagrać na swoją korzyść, czy plótł bzdury z zazdrości, czy może mówił prawdę? Z drugiej strony Harry diametralnie zmienił nastawienie do mnie, niby pozostali mówią, że od dawna mu się podobam, ale zaczął to okazywać tak nagle… To wszystko jest jakieś takie  skomplikowane…
Rozmyślania przerwał jej dźwięk telefonu. Westchnęła i po omacku zaczęła szukać dłonią swojego smartfona. Widząc na wyświetlaczu nieznany numer z początku zawahała się, jednak ostatecznie postanowiła odebrać.
 - Tak, słucham? - zaczęła niepewnie
 - Hej, tu Louis. Masz czas, żeby chwilę pogadać? - po drugiej stronie słuchawki zabrzmiał znajomy, ciepły głos
 - Mam czas, tylko skąd ty masz mój numer?
 - Poprosiłem Nialla, żeby wydłubał Yvonne z komórki - zaśmiał się - zrobił to za talerz kanapek
 - Mój szwagier to zdrajca! Niech no ja go dorwę…
 - Czyli nie chcesz ze mną gadać?
 - Nie no, chcę, ale z pewnych względów nie chciałam, by ten numer miał kto inny poza Yv i Karo… Tym bardziej, że ty i reszta chłopaków macie raczej łatwy dostęp do swoich komórek…
 - Spokojnie, nie zapisałem sobie tego numeru, mam go na nieopisanej kartce, tylko numer. I siedzę teraz sam w pokoju. Karo z Liamem i chłopakami są u nas, ale na patio, a Yv i Niall siedzą u was. Nikt nic nie wie - wyjaśnił - Yv mówiła mi, jak bardzo ci zależy na tym, by jak najmniej osób miało ten tymczasowy numer
 - I miała rację. Chciałeś mi powiedzieć coś konkretnego, czy po prostu się stęskniłeś? - Hann wyraźnie się uspokoiła, a jej głos nabrał przyjemniejszego i mniej podejrzliwego tonu - swoją drogą, niezły spisek ogarnąłeś
 - Ucz się Frazovsky, ucz, jestem w tym najlepszy. Kiedy wracasz?
 - Jeszcze nie wiem, chyba jeszcze z tydzień posiedzę. A jak atmosfera u was w domu? Wiesz, co mam na myśli?
 - Wiem… Zayn i Harry pogodzili się i postanowili, że nie będą na ciebie naciskali, bo obojgu zależy, żebyś wróciła. Obiecali sobie, że nie będą chamsko pogrywać ze sobą, a decyzje pozostawiają tobie i jakakolwiek nie będzie, uszanują ją. Chyba zrozumieli, że żrąc się między sobą tylko pogarszają sprawę, a ty przez to jeszcze bardziej się od nich oddalasz… I ode mnie też, a Joker to już chyba w ogóle tęskni za swoją drugą mamą!
 - Też za wszystkimi tęsknię, ale wrócę, jak będę umiała w miarę spokojnie podejść do sprawy
 - Nie dowiesz tego czy umiesz, dopóki nie staniesz przed Zaynem i Harrym… Co innego z góry coś założyć, a jeszcze co innego się z tym zmierzyć…
 - Zjadłeś Liama, który mówi teraz twoim głosem?
 - Też potrafię być mądry i filozofować - mruknął, chcąc zagrać dotkliwie urażonego - W ogóle… co im powiesz? Podoba ci się któryś?
 - LOU, BO POMYŚLĘ, ŻE CIĘ NASŁALI!
 - Ja po prostu jestem ciekaw!
 - Jesteś ciekaw i masz długi język, słyszałam, jakie rzeczy potrafisz wypaplać Harremu!
 - No ale patrz, ja ci powiedziałem, co oni postanowili, to ty mi możesz powiedzieć, co ty postanowiłaś…
 - Ech, Lou… Gdybym ja sama to wiedziała…
 - Dobra, ja kończę, bo z tego co słyszę, towarzystwo przeniosło się do domu, a nie chcemy ryzykować. Telefoniczny uścisk i wracaj szybko!
 - Dzięki za telefon, pa - odparła, po czym cmoknęła w słuchawkę
***
 - Horan, litości, my naprawdę skręcamy teraz w lewo i błagam cię, nie mów, że masz rację, bo dziesięć kilometrów temu też ją miałeś i to do tego stopnia, że musieliśmy zawracać! - Yvonne wrzeszczała głośno, głaszcząc siedzącego jej na kolanach Jokera
 - Ale tu jest napisane, że jest objazd!
 - To przecież ci tłumaczę, że Hann mówiła mi przez telefon, że tata kazał przekazać, że nie ma tu żadnego objazdu, był do niedawna, ale nikomu nie chciało się jeszcze sprzątnąć znaku, jedź w lewo to zyskamy czas!
 - Jak jesteś taka mądra, to siadaj za kółkiem i prowadź, panno "wszystko wiem najlepiej, a nie zdawałam prawa jazdy, bo się boję"!
 - Nie mówię, że jesteś złym kierowcą, tylko, że stracimy czas jadąc tamtędy, a to jest różnica!
 - Nie ma różnicy! Traktujesz mnie, jakbym w życiu drogi i znaków drogowych nie widział, ciągle źle jadę!
 - Bo mnie nie słuchasz… Niall, ja po prostu częściej tędy jeździłam, moi rodzice tam mieszkają… przecież nie dyktuję ci drogi, którą nigdy nie jechałam do cholery! Ugh, jak ty mnie dzisiaj wkurzasz!
 - Z wzajemnością! To gdzie mam jechać, szanowna pani?
 - Jedź gdzie chcesz, mam to w dupie! Jak wylądujemy na drugim końcu Anglii, to ty dzwonisz do mojego ojca powiedzieć mu, że przecież tak dobrze jechałeś! I przeprosisz Hann za to, że wciąż nie będzie miała swoich rzeczy!
 - Przez to twoje biadolenie dawno minęliśmy ten zakręt!
 - To jedźmy już tym zasranym objazdem, ciesz się, wyszło na twoje, teraz jedź jak ci się podoba, a do mnie się nie odzywaj, bo już nie mogę cię słuchać!
Chwilę jechali w ciszy, mijając rząd domków jednorodzinnych. Po kilku minutach zza rogu wyłonił się sklep wielobranżowy, do którego należał niewielki parking, na który Niall wjechał, po czym gwałtownie hamując zaparkował. Bez słowa wyszedł z auta i skierował się w stronę sklepu. Po chwili wrócił, trzymając w ręce półlitrową butelkę wody mineralnej. Otworzył tylne drzwi, przy których siedziała Yvonne wraz z psem
 - Chodź Joker, napijesz się - zawołał, na co psiak posłusznie wyskoczył z samochodu i usiadł przy nodze chłopaka. Irlandczyk złączył palce i skierował je nieco ku górze, tworząc ze swojej dłoni coś w rodzaju prowizorycznej miski, na którą wylewał po trochę wody, żeby Joker mógł zaspokoić pragnienie. W butelce została jeszcze połowa jej zawartości, jednak Niall zakręcił ją, a suchą dłonią sięgnął do kieszeni spodni po chusteczki, którymi wytarł rękę i pysk psa - Wskakuj mały, jedziemy dalej - wziął futrzaka na ręce i umieścił go w samochodzie, po czym, ku zaskoczeniu Yvonne, zamiast siadać na miejscu kierowcy, zajął miejsce obok niej
 - Powietrze prowadzi? - zapytała, wskazując skinieniem głowy na siedzenie naprzeciw - Czy szopka w stylu: "Jak jesteś taka mądra to prowadź a ja siadam tutaj?"
 - Yv… nie kłóćmy się. Jedziemy do twoich rodziców, mam okazję ich poznać i nie chcę tego spieprzyć, bo chcę, żeby to był pozytywny wstęp przed kolejnymi etapami naszego związku
 - Co dokładnie masz na myśli?
 - Nie jesteśmy razem długo i nie wiem, ile to jeszcze potrwa, ale jeśli o mnie chodzi, to chciałbym to kontynuować, dobrze mi z tobą i mam nadzieję, że dotrwamy do momentu, kiedy zaczniemy o sobie myśleć bardzo poważnie, bo teraz raczej się poznajemy i cieszymy się sobą, a ja mam nadzieję, że przywiążemy się do siebie i będziemy szczęśliwi razem…
 - Cieszę się, że podchodzisz do tego w ten sposób… Tak zdrowo i… normalnie. I jeśli mam być szczera, to zależy mi na tobie i chcę tego samego co ty…. Ooooo, jak ja uwielbiam ten twój uśmiech! - wyszczerzyła się na widok roześmianej twarzy Nialla
 - To co, jedziemy? - objął ją i pocałował czule - w ogóle…
 - Hm? - spojrzała na niego pytająco
 - Musimy kiedyś uprawiać seks w samochodzie - stwierdził
 - Horan, hamuj się, nie przy dziecku! - wrzasnęła wskazując na Jokera - tak przy okazji - nachyliła się do ucha Nialla i zaczęła szeptać - żeby uprawiać seks w samochodzie, musimy zacząć go w ogóle uprawiać, a z tym u nas raczej cisza i świerszcze, jak w kreskówkach
 - Chyba masz rację…                             
***
Siedział na łóżku, wciąż trzymając w dłoni telefon. Wpatrywał się w wybrany wcześniej numer, wyraźnie nad czymś dumając.
Cholera, nie powinienem, nie powinienem… Choć z drugiej strony… Nie, nie chcę tego jeszcze bardziej pieprzyć. Myślałem przez pewien czas, że mi się wydaje, ale jednak nie. Zakochałem się w dziewczynie, która podoba się dwójce moich kumpli i zajebiście za nią tęsknię. Udając przez telefon troskliwego przyjaciela, byłem stęsknionym facetem, który wreszcie usłyszał głos osoby, której mu brakuje…
Odłożył telefon i skierował się do drzwi prowadzących na korytarz. Wyszedł z pokoju i począł zmierzać w stronę salonu, gdzie siedziała grupa jego przyjaciół. Minął łazienkę, za którą skręcił w prawo, następnie przeszedł obok wejścia do kuchni i znalazł się w salonie.
 - Hej, Lou, gdzie byłeś? - zapytał Harry poklepując miejsce obok siebie na kanapie
 - Rozmawiałem z mamą, obiecałem, że zadzwonię o tej porze - skłamał, po czym zajął miejsce obok kumpla - co robimy?
 - Spokojnie, nie gramy w nic głupiego - Zayn zaśmiał się
 - Już ja bym wam dał, grać w głupoty z moją dziewczyną - mruknął Liam ściskając mocniej Karo, która siedziała mu na kolanach
 - Spokojnie, stary… Mamy nauczkę - odparł Harry - poza tym Karo jest twoja, jesteście przeszczęśliwi i wara nam od tego, prawda chłopaki?
 - Pewnie! - odpowiedzieli zgodnie Zayn i Louis
 - Tak przy okazji… Myślę, że pójdziemy z Karo do mojego pokoju, żeby tam pobyć przeszczęśliwą parą - Liam uśmiechnął się szeroko do swojej dziewczyny i delikatnie poklepał ją po udzie, sygnalizując jej tym samym, by wstała. Blondynka podniosła się z miejsca i złapała chłopaka za rękę, po czym poprowadziła go za sobą.
***
 - No to… jesteśmy na miejscu. Dajże tą moją torbę, przecież nie jestem kaleką!
 - Pewnie, żeby na dzień dobry twój ojciec mnie opieprzył, że jego córka musi dźwigać, a ja nic nie robię, tylko się lenię - odparł - poza tym, na szczęście dla mnie, nie władowałaś tam połowy mieszkania
 - I będziesz niósł swoją i moją torbę, a ja jak głupek będę trzymała psa i torebkę Hann?
 - Dokładnie tak. Zadzwonisz do drzwi? Ja że tak powiem, nie mam rąk
 - Oczywiście kochanie - uśmiechnęła się do niego i ruszyła w stronę wejścia. Nacisnęła na dzwonek i odsunęła się, czekając na reakcję. Po chwili drzwi otworzyły się, a w progu stanęła mama dziewczyn, Małgorzata
 - Iwuś! Mieliście być jutro… Ale dobrze, że jesteście wcześniej, upiekłyśmy z Hanią babeczki!
 - Mieliśmy być albo dzisiaj, albo jutro - odparła z uśmiechem - i mów proszę po angielsku, bo biedne irlandzkie dziecko pomyśli, że je obgadujemy, poza tym puśćmy go przodem, bo biedaczysko trzyma te dwie ciężkie torby
 - No tak, zapomniałam, że Niall przecież nie rozumie po polsku - kobieta zaczęła mówić po angielsku - wejdź proszę do środka i postaw torby gdzieś z boku, żeby wam nie przeszkadzały - zwróciła się do chłopaka odsuwając się od przejścia.
Yvonne weszła pierwsza, a za nią Horan, po czym postawił bagaże tuż przy schodach, a następnie zamknął za sobą drzwi
 - Może zaniosę od razu do pokoju? - zaproponował
 - Nie ma potrzeby, teraz musicie odetchnąć trochę po podróży, chodźcie do salonu - kobieta zaprosiła gestem córkę i jej chłopaka do pomieszczenia, gdzie na kanapie siedział ojciec bliźniaczek. Na widok Irlandczyka momentalnie wyłączył telewizor i wstał
 - Nie przywitałem się, jak należy - chłopak westchnął z zakłopotaniem - Niall Horan, miło mi państwa poznać - przywitał się najpierw z Małgorzatą, muskając ustami jej dłoń, po czym podszedł do Piotra i uścisnął mu rękę
 - Nam również, myślę, że żona się ze mną zgodzi - odparł mężczyzna odwzajemniając uścisk
 - Oczywiście - kobieta uśmiechnęła się szeroko - to może ja zrobię herbaty? - zaproponowała puszczając oczko do córki
 - Pomogę ci - brunetka od razu odczytała intencje mamy i podążyła za nią do kuchni
 - Siadaj - ojciec zwrócił się do gościa, wskazując dłonią miejsce obok siebie na kanapie - pogadamy, jak mężczyzna z mężczyzną
Niall przełknął ślinę i posłusznie usadowił się obok mężczyzny.
 - Jak minęła podróż? O, macie pieska! - zawołał widząc szczeniaka wbiegającego do pokoju z wysoko uniesionym ogonem
 - Hann, Yv i Karo mają, ja po prostu zaproponowałem, że weźmiemy go ze sobą - wyjaśnił
 - No proszę - mężczyzna uśmiechnął się - to jak podróż?
 - Spokojnie, nie było takiego ruchu na drodze… Raz pobłądziliśmy, ale to dlatego, że patrzyłem na znaki, zamiast słuchać Yvonne
 - Rozumiem, ja nie wiem kto te znaki rozstawiał, chyba pijany był… Chociaż ponoć wy w Anglii aż tyle nie pijecie
 - Powiedzmy, że nie będę się wypowiadał, bo jestem Irlandczykiem - uśmiechnął się
 - No tak! Faktycznie, a ja nie kupiłem whisky!
 - Spokojnie, nie przyjechałem tu pić - na twarzy chłopaka ponownie zagościł uśmiech - chyba, że pan zechce, to skoczymy z Yvonne po butelkę i możemy po trochę wypić, próbował pan kawy albo herbaty po irlandzku?
 - Właśnie nie, czekałem na tego irlandzkiego chłopaka mojej córki - mężczyzna odwzajemnił uśmiech
 - To nie ma sprawy, skoczę później do sklepu
 - Już cię lubię - Piotr poklepał chłopaka po ramieniu