piątek, 18 października 2013

Rozdział XV


Rozdział zawiera tak zwaną "scenę 18+" - jeżeli rażą cię takie treści, odradzam czytanie.



Małgorzata układała babeczki na dużym talerzu, podczas gdy Yv przygotowywała kubki na herbatę. Mama bliźniaczek najwyraźniej chciała porozmawiać na osobności z młodszą z sióstr, bowiem przygotowanie poczęstunku ewidentnie było tylko wymówką.
 - Iwuś, powiedz no mi - zaczęła powoli - po co Hania tak naprawdę przyjechała? Próbowałam z nią rozmawiać, ale tylko uśmiechała się i mówiła, że chciała się po prostu wyluzować, niby nic w tym dziwnego, ale coś mi tu nie gra…
 - Mamo… a w jakich sytuacjach Hann wybiera samotność i przynajmniej chwilową zmianę otoczenia? - Yv spojrzała na rodzicielkę tak, jakby odpowiedzią na jej wątpliwości była rzecz najprostsza i najbardziej oczywista
 - Czyli tak jak myślałam, chodzi o faceta… - westchnęła - co się stało?
 - Chyba lepiej by było, gdybyście same o tym pogadały… Gdzie ona właściwie jest?
 - Jakieś dziesięć minut przed waszym przyjazdem poszła się kąpać, lada moment powinna zejść na dół. W ogóle córcia, jak to się stało, że ten twój facet jest członkiem tak znanego zespołu, jak ty ich poznałaś?
 - To Hann ich poznała, na planie ostatniego teledysku, zastępowała ich charakteryzatorkę. A potem Zayn…
 - Który to? - Małgorzata była wyraźnie zaintrygowana
 - Ten z czarnymi włosami i ciemną karnacją - wyjaśniła
 - A, wiem już. Oglądałam trochę zdjęć w internecie, jak dowiedziałam się o tobie i Niallu, ale imiona pozostałych mi się mylą. No i co ten Zayn zrobił?
 - Zaproponował spotkanie większą grupą. A! Ja też na chwilę byłam na planie tego klipu, podrzucić Hann poprawioną wersję tatuażu
 - Wy macie nasrane z tymi tatuażami… - westchnęła kobieta spoglądając w sufit
 - Mamo, możesz mi nie przerywać?
 - No mogę, słucham zatem
 - No więc… jako, że też tam byłam i poznałam część chłopaków, w tym Zayna, to też zostałam zaproszona i na spotkanie wzięłyśmy też Karo, która teraz jest z Liamem!
 - No co ty gadasz?! Który to?
 - Wyższy trochę, króciutko ostrzyżony
 - Taki szatyn? W tym nowym teledysku miał czerwoną bluzę?
- Tak, tak, tak, to on - Yvonne uśmiechnęła się szeroko. Była pozytywnie zaskoczona faktem, że jej mama zrobiła całkiem niezły research odnośnie One Direction
 - No a Hania, niech zgadnę… ma jakieś problemy z którymś z pozostałych?
 - Dwóch się w niej zabujało…
 - O kurwa, którzy to?! - Małgorzata chyba nie spodziewała się uzyskać informacji aż o dwóch potencjalnych zięciach
 - Zayn i Harry
 - Ten z lokami?
 - Tak…
 - Cholera, obaj przystojni! Też bym się nie umiała zdecydować - kobieta poczęła drapać się po głowie
 - Mamo, tu chodzi raczej o to, że są przyjaciółmi i Hann nie chce tego rozbijać… W sumie nawet nie wiem, czy któryś z nich jej się podoba, czy co…
 - To co z ciebie za siostra?!
 - Mamo, do cholery, ona jest dorosła i nie zamierzam jej zmuszać do rozmów i stać nad nią godzinami jak gestapowiec, żeby cokolwiek z niej wydusić! Pewnie, że chciałabym wiedzieć, ale to jest jej życie! Ty chyba też wciąż tego nie kumasz, a na ojca psioczysz!
 - Dobrze, spokojnie, nie kłóćmy się… Ja biorę babeczki, ty zalej i zanieś herbatę do salonu
***
 - Wiesz, tak myślałem ostatnio… - zaczął Liam układając się wygodniej na łóżku - my nigdzie razem nie wychodzimy, tylko siedzimy albo u ciebie albo u mnie jak jakieś stare małżeństwo
 - Nie no wiesz, mi to nie przeszkadza, ale jeżeli chcesz gdzieś wyjść to ja bardzo chętnie - odparła Karo poprawiając poduszkę za swoimi plecami - a gdzie byś chciał iść?
 - Chętnie bym cię zabrał na kolację, może nawet dzisiaj? Jak chcesz się przebrać czy coś, to podjedziemy wcześniej do ciebie… Yv i Niall jechali do Bletchley dzisiaj, czy jutro jadą?
 - Yv napisała mi esa, że dzisiaj i że zabrali Jokera, więc w sumie nie muszę być jakoś wcześniej w domu, bo wracają po weekendzie
 - No to świetnie, idealna okazja… W sumie ryzykowałem trochę, bo stolik jest już zarezerwowany na dziś wieczór - uśmiechnął się szeroko
 - A to jakaś droga restauracja? Bo kurczę, mogłeś powiedzieć wcześniej, kupowałam kosmetyki ostatnio i niezbyt wiele mi zostało…
 - Kochanie, ty chyba żartujesz - westchnął przytulając ją mocno - ZAPRASZAM CIĘ, więc w ogóle nie ma nawet mowy o tym, że bierzesz portfel ze sobą i bez dyskusji - musnął wargami czubek jej nosa - to jak, idziesz ze mną?
 - No ale…
 - Ja płacę i koniec. Daj mi być facetem - nachylił się, by spojrzeć jej w twarz - nie ma mowy, że czujesz się głupio, niezręcznie i tak dalej, dobrze?
 - No dobrze - uśmiechnęła się delikatnie - tylko co ja ubiorę?
 - Jesteś śliczna, więc to bez większego znaczenia, bylebyś czuła się dobrze
 - Ty zawsze wiesz co powiedzieć, dyplomato ty - musnęła chłopaka w policzek
 - No… i też dobrze wiem, co robić… - odparł, po czym objął Karolinę w pasie, zdecydowanym ruchem przyciągnął do siebie i przytknął wargi do zagłębienia w jej szyi - ładnie pachniesz… - szepnął i przesunął ustami po gładkiej skórze dziewczyny, kierując się w stronę ucha. Delikatnie przygryzł płatek, a następnie ujął jej twarz w dłonie i spojrzał na nią - lubisz, kiedy tak robię? - uśmiechnął się
 Przymrużyła oczy i szybkim ruchem popchnęła Liama tak, że leżał na plecach wzdłuż oparcia łóżka. Pochyliła się nad nim i zaczęła namiętnie całować go w usta. Po chwili, nie przerywając pocałunku, chwyciła jego rękę i położyła ją sobie na pupie. Oderwała się od ust chłopaka
 - A ty, lubisz jak tak robię? - spojrzała na niego unosząc brew
 - I to jak! Z resztą, ja lubię wszystko co robisz - uśmiechnął się szeroko - dobry ze mnie dyplomata, co?
 - Świetny - odparła
 - No bo wiesz… Ej! - wrzasnął, gdy na jego twarzy znalazła się poduszka, którą po chwili odsunął - zadzierasz ze mną Heidelberg?
 - Lepiej od razu się poddaj, Payne!
 - W życiu! - odkrzyknął i przewrócił Karolinę na plecy, delikatnie uniósł ją obejmując nogi jedną ręką, a następnie wymierzył klapsa w pośladki dziewczyny  - masz i koniec cwaniakowania - wyszczerzył się
 - Nie umiesz się bawić - pokazała mu język
***
Wyszła z łazienki i po zamknięciu za sobą drzwi przystanęła na chwilę. Słyszała dwa znajome głosy dochodzące z parteru i nie były to głosy rodziców. Owinęła się szczelniej grubym, miękkim szlafrokiem i wychyliła się nieco za poręcz schodów, jednak nikogo nie ujrzała, więc wyglądało na to, że goście siedzą w salonie. Spojrzała w stronę okna wychodzącego na plac przed domem, w końcu krótkiego korytarza. Podeszła bliżej. Obok jej samochodu zaparkowanego przed garażem stał inny pojazd, zdawało jej się, że widziała go już przed domem chłopaków, jednak nie wiedziała do kogo należy. Cicho i ostrożnie skierowała się w stronę schodów,  zeszła na dół i nieznacznie wychyliła się zza framugi, by zobaczyć kto siedzi w salonie. Na widok rodziców wraz z Yv i Niallem odetchnęła z ulgą i weszła do środka
 - Ach, to wy! - krzyknęła radośnie - dzięki Bogu!
 - Spodziewałaś się Taylor Swift? - zapytał Horan - Nam też miło cię widzieć, herbata ci stygnie - dodał, na co Małgorzata roześmiała się. Najwidoczniej polubiła chłopaka jednej ze swoich córek
 - No siema siostrzyczko - wtrąciła się Yv - dobrze wyglądasz, chyba służy ci ten wyjazd, ale i tak się stęskniłam - wstała i podeszła, by uściskać siostrę
 - Ej, ej, ej! Nie zbliżajcie się do siebie na tyle, chcę wiedzieć do której mówię! - zawołał Piotr
 - Ojcze… Hania to ta w szlafroku i z ręcznikowym turbanem na głowie, o, tutaj stoi, przyjrzyj się dokładnie - odparła młodsza z sióstr, łapiąc drugą z bliźniaczek za ramiona i stawiając ją przed sobą. Po chwili odsunęła ją na bok - A tu - wskazała na siebie - jest Iwona, twoja druga córka, to ta w dżinsach i swetrze
 - Dziękuję, co ja bym bez ciebie zrobił córciu! - ojciec dziewczyn wyraził wdzięczność - a teraz siadać obie, bo jak raczył zauważyć mój zięć, herbata stygnie
 - Przywiozłem ci telefon - Niall zwrócił się do Hann
 - Taaak, ty przywiozłeś… Gdyby nie ja i mój GPS w mózgu, już nigdy w życiu by nie ujrzała tego telefonu ani jakiejkolwiek ze swoich rzeczy - mruknęła Yv krzyżując ręce na piersiach
 - I ty musiałeś z nią jechać ponad godzinę? Biedny - westchnął Piotr poklepując chłopaka po plecach
 - Haha, ty zdrajco - Hann wskazała na tatę - z resztą, drugi nie lepszy
 - Jak ty się do tatusia i szwagra odzywasz? - odparł ojciec delikatnie się uśmiechając
 - Poza tym, czemu ja jestem zdrajcą? - Horan wyraźnie się pogubił
 - No właśnie, czemu mój zięć jest zdrajcą? - Piotr podzielił jego zdziwienie
 - Dałeś mój numer Louisowi! I sam wykradłeś go z komórki Yvonne!
 - Grzebałeś mi w komórce!? - wrzasnęła Yv
 - I kim do kurwy nędzy jest Louis? - Piotr podrapał się po głowie
 - Spokojnie, spokojnie, spokojnie… Po pierwsze, Yv, niczego ci tam nie czytałem, szukałem numeru do Hann i nic więcej, po drugie, Hann, chłopaki się martwią o ciebie, szczególnie Louis, bardzo mnie prosił o ten numer, a że on nie uczestniczy w kłótni między Harrym i Zaynem, to zgodziłem się go dla niego zdobyć i musiałem w ten sposób, bo Yv nawet mnie nie chciała podać… Lou obiecał, że zachowa go dla siebie i wreszcie - odwrócił się w stronę Piotra - teściu, Louis jest moim przyjacielem i członkiem naszego zespołu
 - To weź ty się za tego Louisa, córcia, Harry i Zayn nie dzwonili - wtrąciła się Małgorzata
 - Mamo, skąd wiesz o Zaynie i Harrym?! - Hann była wyraźnie zaskoczona - Yv, nie żyjesz!
 - Czemu ja o wszystkim dowiaduję się ostatni! - oburzył się Piotr - I kim do cholery są jacyś Zayn i Harry?
 - Mówiłam ci, żebyś poczytał w internecie - odparła mama dziewczyn
 - To może ja zrobię jeszcze herbaty - Niall wstał i zaczął zbierać puste kubki
 - Mądrze wybrałaś - oznajmił Piotr wskazując córce chłopaka - to jest dobry Irlandczyk
 - Czeka nas chyba długa rozmowa i wiele wyjaśnień - westchnęła Yv - zakurzymy? - spojrzała na rodziców będących od lat nałogowymi palaczami
 - Zdecydowanie - odparł ojciec sięgając po paczkę leżącą na stole - a ty się Haniu nie przejmuj, tatuś ci doradzi
 - Nie mogę się doczekać - mruknęła Hann
***
 - Widzieliście gdzieś moją brązową kurtkę?! - zawołał Zayn - u mnie w pokoju jej nie ma!
 - Nie pożyczałeś jej ostatnio Niallowi?! Sprawdź u niego w pokoju! - odkrzyknął Louis nie odrywając wzroku od ekranu telewizora, gdzie właśnie z pomocą pada rozgrywał mecz piłki nożnej
Brunet spojrzał w stronę drzwi do pokoju kumpla i ruszył w ich kierunku. Uchylił je cicho, zupełnie tak, jakby się tam wkradał, a zapewne wszyscy domownicy słyszeli,  że szuka po prostu swojej części garderoby. Pokój był zagracony i panował w nim chaos, od razu było widać, że Niall pakował się na szybko, tuż przed wyjazdem. Zayn wszedł w głąb pomieszczenia. Nie musiał się uważnie rozglądać, bowiem jego kurtka rzucała się w oczy zwisając z oparcia krzesła przy biurku. Podszedł bliżej, by zabrać swój ciuch i wtedy zauważył, że jego kumpel nie wyłączył komputera. Usiadł przy biurku, chcąc wybudzić system z hibernacji i wyłączyć sprzęt. Gdy ekran się już rozjaśnił, oczom bruneta ukazał się serwis internetowy wyszukujący możliwości dojazdu w określone miejsce. Wielka czerwona strzałka wskazywała na mapie jedną z ulic w Bletchley. Wyraźnie zaintrygowany zerknął w opcje wyszukiwania, gdzie dojrzał dokładny adres. Po chwili namysłu, wyciągnął z kieszeni spodni telefon i zapisał świeżo uzyskane informacje, a następnie wyłączył komputer i zgarniając kurtkę z oparcia krzesła wyszedł z pokoju.
***
Szli ulicami Londynu trzymając się za ręce. Wieczór był wprawdzie chłodny, ale dość przyjemny, gdyż za dnia było ciepło i słonecznie, a taka pogoda miała utrzymywać się przez najbliższy tydzień. Co jakiś czas fani zakłócali im spokój, prosząc o  zapozowanie do zdjęć i wypytując o dziewczynę u boku Liama, chcąc się upewnić, czy to ta osoba, o której mówił podczas jednego z wywiadów dla radia. Para czuła się dość intensywnie obserwowana tym bardziej, że kilka razy ich oczy poraził błysk fleszy.
 - I jak ci się podobało? - zapytał Liam, gdy przez chwilę podążali słabo zaludnionym chodnikiem
 - Świetne miejsce, a kolacja była po prostu przepyszna - odparła z uśmiechem
 - Wiesz co?
 - No co?
 - Tak się przejmowałaś, a wyglądasz pięknie - oznajmił, uważnie przyglądając się swojej dziewczynie, która miała na sobie prostą, ale elegancką białą bluzkę i jasnobeżową spódniczkę z wysokim stanem. Jej długie, blond włosy zostały luźno upięte w kok, dzięki czemu widoczne były perłowe kolczyki. Uwagę przykuwały również szpilki w kolorze nude i dopasowana kolorystycznie kopertówka - tylko wiesz, jak wychodziliśmy było dość ciepło, a teraz już tak nie bardzo… weź to - zdjął marynarkę i okrył nią ramiona Karoliny
 - No ale tobie nie będzie zimno? - spojrzała na niego z troską
 - Ważne, żeby tobie nie było, ja sobie dam radę - mrugnął do niej uśmiechając się
 - Jesteś naprawdę kochany… Co jest? - zapytała widząc Liama, który nagle się zatrzymał i zaczął spoglądać za siebie
 - Nie wiem, czy to serio, czy mi się wydawało, ale… Chyba widziałem Zayna w aucie - odparł ze zdziwioną miną
 - Na pewno ci się wydawało, gdzie by Zayn jechał o tej porze i to w tamtą stronę?
 - Chyba masz rację, chodźmy  
Ponownie ruszyli przed siebie i po kilkunastu minutach znaleźli się przy wejściu do kamienicy. Weszli na górę, po czym Karo otworzyła drzwi do mieszkania. W środku panowała grobowa wręcz cisza, a także porządek, o który dziewczyna rano zadbała.
Ostentacyjnie ściągnęła ze stóp szpilki i popędziła na kanapę, gdzie wygodnie się rozłożyła.
 - Matko, moje nóżki - jęknęła
Liam zamknął za sobą drzwi i przekręcił klucz, po czym skierował się do pokoju gościnnego i usiadł obok niej, wcześniej jednak uniósł nieco jej nogi, by położyć je sobie na kolanach.
 - To może pomasuję? - zapytał retorycznie, wiedział bowiem, że dziewczyna z pewnością nie pogardzi masażem. Ujął w dłonie jej stopę i zaczął delikatnie masować
 - Jesteś najlepszy - westchnęła z uśmiechem, w pełni oddając się zabiegowi - Liam?
 - Tak?
 - Chciałabym pogadać - zaczęła
 - No to słucham - odparł, nie przestając masować
 - No bo… jakiś czas temu rozmawialiśmy o seksie i wiesz… Jesteśmy ze sobą coraz bliżej, dobrze mi przy tobie i ostatnio sporo myślałam na ten temat i doszłam do wniosku, że chcę to zrobić i to… Właśnie z tobą. Czuję, że tego właśnie chcę…
 - Kochanie, jesteś pewna? - Liam zdawał się być oszołomiony tym, co usłyszał
 - Jestem pewna. Poza tym…
 - Poza tym co?
Wysunęła stopy z dłoni chłopaka, po czym nachyliła się w jego stronę. Położyła mu dłoń na torsie i zaczęła masować, jednocześnie coraz bardziej się przybliżając.
 - Poza tym… Jeśli chcesz, to możemy nawet dzisiaj… Teraz - szepnęła
 - Kochanie, to cudownie, ale…
 - Ale?
 - Bo ja nie mam prezerwatyw… Ale… Czekaj! Czekaj tu na mnie, ja polecę! Jak najszybciej wrócę i będziemy robili co tylko będziesz chciała! Daj mi dziesięć minut! Albo nie, pięć! Dobra, nie, dziesięć!
 - Kochanie, ale spokojnie - Karolina była nieco rozbawiona
 - O nie! Nie dam ci długo na mnie czekać! Lecę, czekaj na mnie! - odparł pospiesznie i popędził w stronę drzwi, przy czym o mało na nie nie wpadł. Nerwowo przekręcił klucz w zamku i wybiegł na zewnątrz jak oparzony, nie dbając nawet o to, by zamknąć drzwi, co uczyniła za niego Karo.
 - Wariat, no po prostu wariat - westchnęła pod nosem i skierowała się do łazienki, by korzystając z okazji nieco się odświeżyć. Zrzuciła z siebie ubrania i weszła pod prysznic, gdzie w błyskawicznym tempie się umyła. Po wyjściu z kabiny i otarciu się ręcznikiem sięgnęła po stojący na jednej z półek balsam i zaczęła wklepywać go w swoje ciało. Robiła to bardzo dokładnie, na tyle, że nawet nie spostrzegła, iż minęło dość sporo czasu. Ocuciło ją głośne, epatujące zniecierpliwieniem pukanie. Wzięła suchy ręcznik i obwiązała się nim, po czym wyszła z łazienki i skierowała się do drzwi, żeby otworzyć. Jej oczom ukazał się zdyszany Liam, który wyglądał, jakby po przejściu przez próg miał paść na ziemię i już nie wstać.
 - Jestem… kochanie… - wysapał i zdecydowanym krokiem wszedł do środka - widzę… że czekasz… na mnie… - dodał mierząc ją wzrokiem - już się… bałem… że… ci przejdzie - wziął głęboki oddech, który po chwili się ustabilizował
 - No, czekam na ciebie, zdążyłam nawet wziąć prysznic - odparła z uśmiechem i zamknęła drzwi na klucz
 - Widzę właśnie - złapał ją w pasie i przyciągnął do siebie - już się nie mogę doczekać, żeby zobaczyć i wypieścić wszystko, co chowasz pod tym ręcznikiem - szepnął i zaczął ją namiętnie całować.
Oddawała jego pocałunki, czując silne, męskie dłonie przesuwające się po jej udach i pośladkach. Po chwili złapał ją mocno i podniósł, po czym zaniósł do pokoju. Postawił ją tuż przy materacu i wciąż oplatając rękoma, łapczywie obcałowywał jej szyję i dekolt. Dziewczyna przez chwilę jedynie przyjmowała te pieszczoty gładząc go po plecach, chwilę później postanowiła jednak wykazać nieco inicjatywy i zdjęła mu koszulkę, po czym rzuciła ją w bliżej nieokreślone miejsce
 - Połóż się kochanie - szepnął, wskazując spojrzeniem na materac
Posłusznie wykonała jego polecenie. Liam po chwili dołączył, uprzednio pozbywając się spodni i wyciągając z ich kieszeni paczkę prezerwatyw, którą rzucił na materac, nie odrywając przy tym wzroku od swojej dziewczyny. Mając na sobie jedynie bokserki pochylił się nad nią i przybliżył się na tyle, by ich rozgrzane ciała stykały się ze sobą. Musnął wargami jej usta i przeniósł dłoń na pierś. Z początku masował ją przez ręcznik, po chwili jednak przesunął rękę w miejsce, gdzie materiał zabezpieczał ręcznik przed zsunięciem. Spojrzał na Karolinę pytająco, na co ona twierdząco kiwnęła głową. Nachylił się, by jeszcze raz ją pocałować, po czym powolnym ruchem rozchylił ręcznik i spojrzał na jej ciało, przesuwając po nim otwartą dłonią. Jednak widząc skrępowanie na twarzy dziewczyny przybliżył się do niej, odgarnął włosy z czoła i szepnął:
 - Przede mną nie musisz się wstydzić… Jesteś piękna, wszędzie…
Spojrzała mu głęboko w oczy, ujęła jego twarz w swoje dłonie i zaczęła czule całować jego usta, przenosząc potem pocałunki na szyję. Ręce chłopaka pieściły jej uda i piersi, co wywoływało u dziewczyny przyspieszony oddech i dreszcze przeszywające całe ciało. Nagle poczuła, że palce Liama delikatnie masują jej kobiecość. Jęknęła cicho prosto w jego usta, na co on musnął jej wargi, po czym schylił się nieco, by mieć dostęp do piersi. Przesunął językiem po jednej brodawce, następnie po drugiej, nie przerywając pieszczot wykonywanych ręką. Karolina zamknęła oczy i przez chwilę pozwalała chłopakowi na wszystko, co z nią robił. Poczuła jednak, że pora na to, by po raz kolejny to ona wykonała jakiś ruch. Uniosła się trochę i podparła na łokciu, jedną ręką przesuwając po umięśnionym torsie Liama, kierując się coraz niżej. Napotkała wreszcie na wybrzuszenie, które zaczęła masować. Chłopak westchnął głośno i wpił się w jej usta sygnalizując aprobatę dla tego, co robi. Zsunęła trochę bokserki, jednak miała problem z tym, by ściągnąć je z chłopaka całkowicie, więc ten postanowił jej pomóc. Po pozbyciu się ostatniej części garderoby rozchylił szeroko jej nogi i przez chwilę masował dłońmi wewnętrzną stronę ud na przemian z piersiami. Widząc, że jego dziewczyna jest już naprawdę rozpalona, sięgnął po prezerwatywy, wyciągnął z opakowania jedną i założył. Pochylił się nad Karoliną i zbliżył się do niej. Spojrzał na nią czule
 - Jesteś pewna? Nie musimy, nie chcę, żebyś żałowała - wyszeptał - bo naprawdę…
 - Ciii - odparła kładąc mu palec na ustach - chcę, kontynuuj
 - Jak będzie bardzo bolało to mów, dobrze? - dodał, na co dziewczyna jedynie przytaknęła. Delikatnie musnął wargami jej policzek, chwilę później wchodząc w nią zdecydowanym ruchem, nie chcąc przeciągać ewentualnego bólu. Dziewczyna skrzywiła się nieco, jednak jej spojrzenie mówiło, że Liam ma kontynuować. Wtuliła się w niego mocno, kierując jego twarz w zagłębienie swojej szyi. Z każdym jego ruchem powoli zaczynała odczuwać przyjemność, którą potęgował przyspieszony oddech chłopaka przemieszany z pocałunkami w okolicach szyi i obojczyków.
Po dłuższej chwili Liam wydał z siebie kilka głośnych westchnięć, dając tym samym do zrozumienia, że osiągnął apogeum przyjemności. Zaprzestał swoich ruchów i spojrzał na Karolinę delikatnie się uśmiechając
 - Jesteś cudowna kochanie - wyszeptał

Otworzyła oczy i widząc jego uniesione ku górze kąciki ust również się uśmiechnęła. Liczyła się z tym, że pierwszy raz nie jest w stu procentach doskonały, ale mimo to czuła, że to zbliżenie właśnie takie było. Pełne czułości, cierpliwości i poczucia bezpieczeństwa. Obawy jej chłopaka okazały się bezpodstawne, wiedziała bowiem, że nie będzie niczego żałować, a już na pewno nie widoku spełnionego i uśmiechniętego Liama.


_______________________________________


Podsumuję to krótko:
wena, wena, wena.
Zobaczymy, jak długo ;)

wtorek, 15 października 2013

Rozdział XIV

Tydzień w Bletchley minął bardzo spokojnie. Większość czasu spędziła na długich spacerach po okolicy i pogawędkach z rodzicami. Doszła do wniosku, że tęskniła za rozmowami z nimi i obiecała sobie, że będzie przyjeżdżać tu częściej, tyle, że zabierając ze sobą siostrę, brakowało jej bowiem całonocnego plotkowania z bliźniaczką, które od czasu poznania chłopaków z One Direction nieco ucichło. Yv spędzała więcej czasu z Niallem - na żywo lub na skypie - i przed komputerem, projektując kolejne strony internetowe.
Usadowiła się wygodnie na łóżku w swoim dawnym pokoju. Był piątek i właśnie tego dnia lub dzień później miały "dojechać" do niej jej rzeczy, przynajmniej tak mówiła Yvonne. Rodzice siedzieli na dole oglądając telewizję, Hann postanowiła więc spędzić trochę czasu w samotności. Ujęła w dłonie kubek po brzegi wypełniony gorącą jeszcze kawą, który kilka minut wcześniej postawiła na niewielkim stoliku tuż obok łóżka. Westchnęła cicho i upiła łyk.
No tak, siedzę tu już tydzień i jeszcze nie wymyśliłam nic sensownego. Jak powinnam się teraz zachowywać wobec chłopaków? Powinnam z nimi porozmawiać, jak wrócę? Jeśli tak, to co mam im powiedzieć? Ta cała sytuacja jest nie tyle niezręczna, co po prostu cholernie dziwna. Czemu ja się w ogóle wtedy zgodziłam? Chciałam grać wyluzowaną, a może zaimponowało mi to, że trzech gości chce o mnie zabiegać? W sumie to dwóch, Louis podszedł do tego najbardziej neutralnie z całej trójki. Ale dwóch to i tak za dużo, zdecydowanie. Mile łechce próżność, ale niepraktyczne cholernie… Najgorsze jest to, że podobają mi się oboje, w każdym z nich kręci mnie co innego. Teoretycznie powinnam zdecydować się na któregoś z nich, ale jeśli nie chcę jeszcze bardziej namieszać, powinnam odrzucić oboje,  a chyba nie tego chcę… Choć moje chęci mają się nijak do ratowania ich przyjaźni. Co z tego, że spróbowałabym z którymś z nich, skoro drugiego z nich bym straciła i jeszcze skłóciła go z tym pierwszym? Ale mam mętlik w głowie… Zayn mnie wkurzył i to nieziemsko, ale… Może najpierw coś wkurzyło Zayna? Ciągle zastanawia mnie, dlaczego nazwał Harrego "flirciarzem"? Chciał zagrać na swoją korzyść, czy plótł bzdury z zazdrości, czy może mówił prawdę? Z drugiej strony Harry diametralnie zmienił nastawienie do mnie, niby pozostali mówią, że od dawna mu się podobam, ale zaczął to okazywać tak nagle… To wszystko jest jakieś takie  skomplikowane…
Rozmyślania przerwał jej dźwięk telefonu. Westchnęła i po omacku zaczęła szukać dłonią swojego smartfona. Widząc na wyświetlaczu nieznany numer z początku zawahała się, jednak ostatecznie postanowiła odebrać.
 - Tak, słucham? - zaczęła niepewnie
 - Hej, tu Louis. Masz czas, żeby chwilę pogadać? - po drugiej stronie słuchawki zabrzmiał znajomy, ciepły głos
 - Mam czas, tylko skąd ty masz mój numer?
 - Poprosiłem Nialla, żeby wydłubał Yvonne z komórki - zaśmiał się - zrobił to za talerz kanapek
 - Mój szwagier to zdrajca! Niech no ja go dorwę…
 - Czyli nie chcesz ze mną gadać?
 - Nie no, chcę, ale z pewnych względów nie chciałam, by ten numer miał kto inny poza Yv i Karo… Tym bardziej, że ty i reszta chłopaków macie raczej łatwy dostęp do swoich komórek…
 - Spokojnie, nie zapisałem sobie tego numeru, mam go na nieopisanej kartce, tylko numer. I siedzę teraz sam w pokoju. Karo z Liamem i chłopakami są u nas, ale na patio, a Yv i Niall siedzą u was. Nikt nic nie wie - wyjaśnił - Yv mówiła mi, jak bardzo ci zależy na tym, by jak najmniej osób miało ten tymczasowy numer
 - I miała rację. Chciałeś mi powiedzieć coś konkretnego, czy po prostu się stęskniłeś? - Hann wyraźnie się uspokoiła, a jej głos nabrał przyjemniejszego i mniej podejrzliwego tonu - swoją drogą, niezły spisek ogarnąłeś
 - Ucz się Frazovsky, ucz, jestem w tym najlepszy. Kiedy wracasz?
 - Jeszcze nie wiem, chyba jeszcze z tydzień posiedzę. A jak atmosfera u was w domu? Wiesz, co mam na myśli?
 - Wiem… Zayn i Harry pogodzili się i postanowili, że nie będą na ciebie naciskali, bo obojgu zależy, żebyś wróciła. Obiecali sobie, że nie będą chamsko pogrywać ze sobą, a decyzje pozostawiają tobie i jakakolwiek nie będzie, uszanują ją. Chyba zrozumieli, że żrąc się między sobą tylko pogarszają sprawę, a ty przez to jeszcze bardziej się od nich oddalasz… I ode mnie też, a Joker to już chyba w ogóle tęskni za swoją drugą mamą!
 - Też za wszystkimi tęsknię, ale wrócę, jak będę umiała w miarę spokojnie podejść do sprawy
 - Nie dowiesz tego czy umiesz, dopóki nie staniesz przed Zaynem i Harrym… Co innego z góry coś założyć, a jeszcze co innego się z tym zmierzyć…
 - Zjadłeś Liama, który mówi teraz twoim głosem?
 - Też potrafię być mądry i filozofować - mruknął, chcąc zagrać dotkliwie urażonego - W ogóle… co im powiesz? Podoba ci się któryś?
 - LOU, BO POMYŚLĘ, ŻE CIĘ NASŁALI!
 - Ja po prostu jestem ciekaw!
 - Jesteś ciekaw i masz długi język, słyszałam, jakie rzeczy potrafisz wypaplać Harremu!
 - No ale patrz, ja ci powiedziałem, co oni postanowili, to ty mi możesz powiedzieć, co ty postanowiłaś…
 - Ech, Lou… Gdybym ja sama to wiedziała…
 - Dobra, ja kończę, bo z tego co słyszę, towarzystwo przeniosło się do domu, a nie chcemy ryzykować. Telefoniczny uścisk i wracaj szybko!
 - Dzięki za telefon, pa - odparła, po czym cmoknęła w słuchawkę
***
 - Horan, litości, my naprawdę skręcamy teraz w lewo i błagam cię, nie mów, że masz rację, bo dziesięć kilometrów temu też ją miałeś i to do tego stopnia, że musieliśmy zawracać! - Yvonne wrzeszczała głośno, głaszcząc siedzącego jej na kolanach Jokera
 - Ale tu jest napisane, że jest objazd!
 - To przecież ci tłumaczę, że Hann mówiła mi przez telefon, że tata kazał przekazać, że nie ma tu żadnego objazdu, był do niedawna, ale nikomu nie chciało się jeszcze sprzątnąć znaku, jedź w lewo to zyskamy czas!
 - Jak jesteś taka mądra, to siadaj za kółkiem i prowadź, panno "wszystko wiem najlepiej, a nie zdawałam prawa jazdy, bo się boję"!
 - Nie mówię, że jesteś złym kierowcą, tylko, że stracimy czas jadąc tamtędy, a to jest różnica!
 - Nie ma różnicy! Traktujesz mnie, jakbym w życiu drogi i znaków drogowych nie widział, ciągle źle jadę!
 - Bo mnie nie słuchasz… Niall, ja po prostu częściej tędy jeździłam, moi rodzice tam mieszkają… przecież nie dyktuję ci drogi, którą nigdy nie jechałam do cholery! Ugh, jak ty mnie dzisiaj wkurzasz!
 - Z wzajemnością! To gdzie mam jechać, szanowna pani?
 - Jedź gdzie chcesz, mam to w dupie! Jak wylądujemy na drugim końcu Anglii, to ty dzwonisz do mojego ojca powiedzieć mu, że przecież tak dobrze jechałeś! I przeprosisz Hann za to, że wciąż nie będzie miała swoich rzeczy!
 - Przez to twoje biadolenie dawno minęliśmy ten zakręt!
 - To jedźmy już tym zasranym objazdem, ciesz się, wyszło na twoje, teraz jedź jak ci się podoba, a do mnie się nie odzywaj, bo już nie mogę cię słuchać!
Chwilę jechali w ciszy, mijając rząd domków jednorodzinnych. Po kilku minutach zza rogu wyłonił się sklep wielobranżowy, do którego należał niewielki parking, na który Niall wjechał, po czym gwałtownie hamując zaparkował. Bez słowa wyszedł z auta i skierował się w stronę sklepu. Po chwili wrócił, trzymając w ręce półlitrową butelkę wody mineralnej. Otworzył tylne drzwi, przy których siedziała Yvonne wraz z psem
 - Chodź Joker, napijesz się - zawołał, na co psiak posłusznie wyskoczył z samochodu i usiadł przy nodze chłopaka. Irlandczyk złączył palce i skierował je nieco ku górze, tworząc ze swojej dłoni coś w rodzaju prowizorycznej miski, na którą wylewał po trochę wody, żeby Joker mógł zaspokoić pragnienie. W butelce została jeszcze połowa jej zawartości, jednak Niall zakręcił ją, a suchą dłonią sięgnął do kieszeni spodni po chusteczki, którymi wytarł rękę i pysk psa - Wskakuj mały, jedziemy dalej - wziął futrzaka na ręce i umieścił go w samochodzie, po czym, ku zaskoczeniu Yvonne, zamiast siadać na miejscu kierowcy, zajął miejsce obok niej
 - Powietrze prowadzi? - zapytała, wskazując skinieniem głowy na siedzenie naprzeciw - Czy szopka w stylu: "Jak jesteś taka mądra to prowadź a ja siadam tutaj?"
 - Yv… nie kłóćmy się. Jedziemy do twoich rodziców, mam okazję ich poznać i nie chcę tego spieprzyć, bo chcę, żeby to był pozytywny wstęp przed kolejnymi etapami naszego związku
 - Co dokładnie masz na myśli?
 - Nie jesteśmy razem długo i nie wiem, ile to jeszcze potrwa, ale jeśli o mnie chodzi, to chciałbym to kontynuować, dobrze mi z tobą i mam nadzieję, że dotrwamy do momentu, kiedy zaczniemy o sobie myśleć bardzo poważnie, bo teraz raczej się poznajemy i cieszymy się sobą, a ja mam nadzieję, że przywiążemy się do siebie i będziemy szczęśliwi razem…
 - Cieszę się, że podchodzisz do tego w ten sposób… Tak zdrowo i… normalnie. I jeśli mam być szczera, to zależy mi na tobie i chcę tego samego co ty…. Ooooo, jak ja uwielbiam ten twój uśmiech! - wyszczerzyła się na widok roześmianej twarzy Nialla
 - To co, jedziemy? - objął ją i pocałował czule - w ogóle…
 - Hm? - spojrzała na niego pytająco
 - Musimy kiedyś uprawiać seks w samochodzie - stwierdził
 - Horan, hamuj się, nie przy dziecku! - wrzasnęła wskazując na Jokera - tak przy okazji - nachyliła się do ucha Nialla i zaczęła szeptać - żeby uprawiać seks w samochodzie, musimy zacząć go w ogóle uprawiać, a z tym u nas raczej cisza i świerszcze, jak w kreskówkach
 - Chyba masz rację…                             
***
Siedział na łóżku, wciąż trzymając w dłoni telefon. Wpatrywał się w wybrany wcześniej numer, wyraźnie nad czymś dumając.
Cholera, nie powinienem, nie powinienem… Choć z drugiej strony… Nie, nie chcę tego jeszcze bardziej pieprzyć. Myślałem przez pewien czas, że mi się wydaje, ale jednak nie. Zakochałem się w dziewczynie, która podoba się dwójce moich kumpli i zajebiście za nią tęsknię. Udając przez telefon troskliwego przyjaciela, byłem stęsknionym facetem, który wreszcie usłyszał głos osoby, której mu brakuje…
Odłożył telefon i skierował się do drzwi prowadzących na korytarz. Wyszedł z pokoju i począł zmierzać w stronę salonu, gdzie siedziała grupa jego przyjaciół. Minął łazienkę, za którą skręcił w prawo, następnie przeszedł obok wejścia do kuchni i znalazł się w salonie.
 - Hej, Lou, gdzie byłeś? - zapytał Harry poklepując miejsce obok siebie na kanapie
 - Rozmawiałem z mamą, obiecałem, że zadzwonię o tej porze - skłamał, po czym zajął miejsce obok kumpla - co robimy?
 - Spokojnie, nie gramy w nic głupiego - Zayn zaśmiał się
 - Już ja bym wam dał, grać w głupoty z moją dziewczyną - mruknął Liam ściskając mocniej Karo, która siedziała mu na kolanach
 - Spokojnie, stary… Mamy nauczkę - odparł Harry - poza tym Karo jest twoja, jesteście przeszczęśliwi i wara nam od tego, prawda chłopaki?
 - Pewnie! - odpowiedzieli zgodnie Zayn i Louis
 - Tak przy okazji… Myślę, że pójdziemy z Karo do mojego pokoju, żeby tam pobyć przeszczęśliwą parą - Liam uśmiechnął się szeroko do swojej dziewczyny i delikatnie poklepał ją po udzie, sygnalizując jej tym samym, by wstała. Blondynka podniosła się z miejsca i złapała chłopaka za rękę, po czym poprowadziła go za sobą.
***
 - No to… jesteśmy na miejscu. Dajże tą moją torbę, przecież nie jestem kaleką!
 - Pewnie, żeby na dzień dobry twój ojciec mnie opieprzył, że jego córka musi dźwigać, a ja nic nie robię, tylko się lenię - odparł - poza tym, na szczęście dla mnie, nie władowałaś tam połowy mieszkania
 - I będziesz niósł swoją i moją torbę, a ja jak głupek będę trzymała psa i torebkę Hann?
 - Dokładnie tak. Zadzwonisz do drzwi? Ja że tak powiem, nie mam rąk
 - Oczywiście kochanie - uśmiechnęła się do niego i ruszyła w stronę wejścia. Nacisnęła na dzwonek i odsunęła się, czekając na reakcję. Po chwili drzwi otworzyły się, a w progu stanęła mama dziewczyn, Małgorzata
 - Iwuś! Mieliście być jutro… Ale dobrze, że jesteście wcześniej, upiekłyśmy z Hanią babeczki!
 - Mieliśmy być albo dzisiaj, albo jutro - odparła z uśmiechem - i mów proszę po angielsku, bo biedne irlandzkie dziecko pomyśli, że je obgadujemy, poza tym puśćmy go przodem, bo biedaczysko trzyma te dwie ciężkie torby
 - No tak, zapomniałam, że Niall przecież nie rozumie po polsku - kobieta zaczęła mówić po angielsku - wejdź proszę do środka i postaw torby gdzieś z boku, żeby wam nie przeszkadzały - zwróciła się do chłopaka odsuwając się od przejścia.
Yvonne weszła pierwsza, a za nią Horan, po czym postawił bagaże tuż przy schodach, a następnie zamknął za sobą drzwi
 - Może zaniosę od razu do pokoju? - zaproponował
 - Nie ma potrzeby, teraz musicie odetchnąć trochę po podróży, chodźcie do salonu - kobieta zaprosiła gestem córkę i jej chłopaka do pomieszczenia, gdzie na kanapie siedział ojciec bliźniaczek. Na widok Irlandczyka momentalnie wyłączył telewizor i wstał
 - Nie przywitałem się, jak należy - chłopak westchnął z zakłopotaniem - Niall Horan, miło mi państwa poznać - przywitał się najpierw z Małgorzatą, muskając ustami jej dłoń, po czym podszedł do Piotra i uścisnął mu rękę
 - Nam również, myślę, że żona się ze mną zgodzi - odparł mężczyzna odwzajemniając uścisk
 - Oczywiście - kobieta uśmiechnęła się szeroko - to może ja zrobię herbaty? - zaproponowała puszczając oczko do córki
 - Pomogę ci - brunetka od razu odczytała intencje mamy i podążyła za nią do kuchni
 - Siadaj - ojciec zwrócił się do gościa, wskazując dłonią miejsce obok siebie na kanapie - pogadamy, jak mężczyzna z mężczyzną
Niall przełknął ślinę i posłusznie usadowił się obok mężczyzny.
 - Jak minęła podróż? O, macie pieska! - zawołał widząc szczeniaka wbiegającego do pokoju z wysoko uniesionym ogonem
 - Hann, Yv i Karo mają, ja po prostu zaproponowałem, że weźmiemy go ze sobą - wyjaśnił
 - No proszę - mężczyzna uśmiechnął się - to jak podróż?
 - Spokojnie, nie było takiego ruchu na drodze… Raz pobłądziliśmy, ale to dlatego, że patrzyłem na znaki, zamiast słuchać Yvonne
 - Rozumiem, ja nie wiem kto te znaki rozstawiał, chyba pijany był… Chociaż ponoć wy w Anglii aż tyle nie pijecie
 - Powiedzmy, że nie będę się wypowiadał, bo jestem Irlandczykiem - uśmiechnął się
 - No tak! Faktycznie, a ja nie kupiłem whisky!
 - Spokojnie, nie przyjechałem tu pić - na twarzy chłopaka ponownie zagościł uśmiech - chyba, że pan zechce, to skoczymy z Yvonne po butelkę i możemy po trochę wypić, próbował pan kawy albo herbaty po irlandzku?
 - Właśnie nie, czekałem na tego irlandzkiego chłopaka mojej córki - mężczyzna odwzajemnił uśmiech
 - To nie ma sprawy, skoczę później do sklepu
 - Już cię lubię - Piotr poklepał chłopaka po ramieniu


piątek, 11 października 2013

Rozdział XIII

Rzuciła torbę na tylne siedzenie i zamknęła drzwi do samochodu, po czym sama usadowiła się na miejscu kierowcy. Wkładając kluczyki do stacyjki westchnęła ciężko. Przed wyjazdem musiała jeszcze pędzić do kiosku po starter do telefonu, żeby można było się z nią skontaktować. Nowy numer dostały tylko Yv i Karo, poda go jeszcze rodzicom, jak już dojedzie. Miała szczęście, że posiadała swój poprzedni telefon, którego mogła użyć, choć i tak nie podobał jej się fakt, że torebkę wraz z kosmetykami, portfelem, kartą do bankomatu, dokumentami i lepszym telefonem zostawiła w domu chłopaków. Yvonne obiecała jej, że poprosi Nialla o przywiezienie torebki, a potem dostarczy potrzebne rzeczy. Ponadto, wypłaciła Hann gotówkę ze wspólnego konta, by mogła zatankować i miała jakiekolwiek pieniądze na bieżące wydatki.
 - Czasem mnie wkurza, ale jak przychodzi co do czego, mogę na nią liczyć - uśmiechnęła się do siebie - Jak to możliwe, że wyszłyśmy z tej samej macicy i to w tak krótkim odstępie czasu?
Faktycznie. Bliźniaczki były dwujajowe nie tylko w kwestii wyglądu. Przebywając z nimi można by dojść do wniosku, że owszem, są to siostry, jednak o pewnej różnicy wieku, a nie bliźniaczki. Oczywiście miały wspólne cechy: Obie były dumne, zaczepne, głośne i otwarte w wygłaszaniu swoich poglądów, jednak pod względem emocjonalnym bywały skryte, izolowały swoje uczucia nawet przed osobami, którym mogły ufać. Zarówno Hann jak i Yvonne były uzdolnione plastycznie i posiadały rozległą wyobraźnię, jednak ukierunkowywały to w różny sposób. Hann przejawiała swój talent w makijażu, fryzurach i ubiorze, natomiast Yv przelewała go na papier w postaci rysunków. Różniła je nieco muzyka, której słuchały, a także poszczególne zainteresowania, na przykład Hanna uwielbiała piłkę nożną, która drugiej z sióstr była obojętna. Z kolei Yv kochała język niemiecki, za którym starsza bliźniaczka nie przepadała.
Odpaliła samochód i ruszyła przed siebie. Czekała ją ponad godzina drogi do Bletchley, około pięćdziesiąt mil od Londynu.
***
 - Gdzie mieszkają wasi rodzice? - zapytał Niall przypatrując się brunetce
 - W Bletchley
 - Wiem, gdzie to jest, tak z półtorej godziny się jedzie?
 - No mniej więcej
 - To jeszcze trochę pojedzie, wyjechała jakieś czterdzieści minut temu - spojrzał na zegarek przy telewizorze
 - Och, moja ty zegarynko bystra irlandzka - przysunęła się bliżej do chłopaka i wtopiła palce w jego gęste, miękkie blond włosy
 - O, fajnie, pomiziaj mnie tak - oparł głowę o jej ramię, nastawiając się na dalsze pieszczoty
 - Ta i gdzie jeszcze? - roześmiała się
 - Jak pójdziemy do drugiego pokoju, to ci pokażę - spojrzał na nią porozumiewawczo
 - Żadnego seksu, niedługo obiad! - krzyknęła Karo z kuchni, gdzie wraz z Liamem przygotowywali wspólny posiłek
 - Ale jak się zmęczą podczas seksu, to będą bardziej głodni i porządnie zjedzą - wtrącił się Liam, pokazując Niallowi za plecami gest "ok"
 - Właśnie nie wiem, czy mam gwarancję na zmęczenie po seksie, nie wiem, jakie tempo narzucają Irlandczycy - Yv wydęła usta w stronę Horana
 - Ale słuchajcie, serio teraz - Karo postanowiła im przerwać, najwyraźniej rozmowa o seksie sprawiała, że czuła się nieco niekomfortowo - jak myślicie, jak to wszystko się skończy? No wiecie, to z Hann, Lou, Hazzą i Zaynem? Bo moim zdaniem, trudno będzie z tego wybrnąć tak, żeby było jak dawniej
 - Nie mam pojęcia, ale powiem wam szczerze, że Zayn mnie zaskoczył, a raczej rozczarował, poza tym… co im przyszło do głowy z tą kretyńską zabawą? - Niall rozłożył ręce w geście zdziwienia
 - No jak to co, walczyli o damę swego serca, załatwili to jak prawdziwi mężczyźni, poprzez "kamień, nożyce, papier" - zadrwił Liam
 - Kochanie, proszę cię… - mruknęła Karo
 - Wiem co mówię i nie rozumiem ich, z szacunku do ciebie nie zrobiłbym czegoś takiego, bo jeżeli ci na kimś zależy to po prostu poświęcasz mu czas, próbujesz się do niego zbliżyć i pokazujesz, jak bardzo ten ktoś jest dla ciebie ważny - odparł - a że to była tylko "zabawa", to zwykłe pieprzenie. Skoro od jakiegoś czasu Hann podoba się Zaynowi i Harremu to już na wstępie to wszystko miało drugie dno, a ta cała zabawa to był tylko trybik, który ruszył cały mechanizm szczeniackich podchodów, tak się nie robi. Cała czwórka zabawiła się swoimi uczuciami i teraz mają nauczkę, za swoją głupotę. Wiem, że to ostre słowa i chciałbym ich chociaż trochę zrozumieć, ale nie potrafię
 - Tylko, czemu Hann się zgodziła? - Karo spojrzała na Yv - nie powiedziałabym, że to w jej stylu
 - Ja też nie - przyznała - może serio przedstawili jej to jako niezobowiązującą zabawę? Sama mówiła, że dopiero w trakcie wyszły na jaw prawdziwe intencje chłopaków… No bo koniec końców nie było nas tam, nie wiemy dokładnie wszystkiego
 - Masz rację - przytaknął Liam - ale mam nadzieję, że jakoś się to poukłada, bo polubiłem Hann i fajnie, gdy trzymamy się wszyscy razem
 - Dokładnie - dodał Niall
Karo wyraźnie chciała jeszcze coś powiedzieć, jednak przerwało jej pukanie do drzwi. Yvonne spojrzała porozumiewawczo na pozostałych i poszła otworzyć. Przekręciła klucz w zamku, po czym otworzyła. Jej oczom ukazał się zmoknięty Zayn z czarną torbą przewieszoną przez ramię. Zmierzyła go pytającym spojrzeniem, na co ten tylko podrapał się po głowie
 - Jest Hann? - dodał po chwili milczenia
 - Widzę, że coś dla niej masz, ale jej nie ma, przekażę jej torbę - odparła sucho, wyciągając rękę po zgubę
 - Yv, pogadajmy, proszę… Weź fajki i chodźmy się przejść… Mam wrażenie, że jak wejdę do środka, to wszyscy mnie zbesztają
 - No ok., ale torbę tu zostaw, nie wyglądasz na teletubisia - wskazała palcem miejsce na podłodze, tuż przy drzwiach. Zayn posłusznie położył tam torebkę, a w międzyczasie Yv sięgnęła po kurtkę i sprawdziła kieszenie. Papierosy i zapalniczka były na swoim miejscu, była więc gotowa do wyjścia.
W milczeniu zeszli po schodach i opuścili kamienicę. Ze względu na paskudną pogodę postanowili iść do pobliskiego lokalu z fast foodem. Wykurzyli po drodze po papierosie i po około dziesięciu minutach owianej ciszą podróży weszli do ciepłego pomieszczenia. Usadowili się przy jednym ze stolików, jednak z dala od okna, by uniknąć ciekawskim spojrzeń przechodniów. Mimo, że Yv traktowała Zayna jak kumpla, zdawała sobie sprawę z tego, że jest on osobą popularną i trzeba zachować pewne środki ostrożności.
 - Zamawiasz coś? - zapytał
 - Jak mają, to coś ciepłego do picia, jak nie, to nic
 - To ja tak samo - odparł, po czym wstał i ruszył w stronę lady.
Po kilku minutach przyniósł dwie kawy i położył je na stoliku. Ponownie usiadł na krześle i począł wpatrywać się w brunetkę.
 - Chyba chciałeś mi coś powiedzieć? A, tu masz za moją kawę - zagaiła kładąc na stole kilka monet
 - Yv, kupienie ci kawy nie okroi drastycznie mojego budżetu - uśmiechnął się delikatnie
 - To chociaż daj z tego napiwek tej kelnerce dolewającej kawy, nie lubię, gdy się za mnie płaci
 - No dobra - westchnął, zgarniając pieniądze ze stołu
 - Więc do rzeczy
 - Nie wiem, co Hann wam powiedziała i czy w ogóle mówiła cokolwiek…
 - Mówiła, mimo że miała dochować tajemnicy, ale chyba rozumiesz, że z czegoś takiego chciała się komuś wygadać… Poza tym, tak na wstępie jeszcze… Stary, ubliżyłeś mojej siostrze i to dość konkretnie, więc nie oczekuj ode mnie oklasków, chyba, że masz zajebiście dobre wytłumaczenie
 - Pamiętasz, jak rozmawialiśmy o Niallu i trochę o Hann wtedy na balkonie?
 - Pamiętam
 - Słuchaj, ona od początku mi się podobała, już od pierwszego dnia. Nie mówiłem o tym chłopakom a już tym bardziej wtedy, gdy Harry przyznał się, że też coś do niej czuje… Wszystko mi się w niej podoba. To jak wygląda, jej żarty, jej nastawienie, jest świetną i uroczą dziewczyną… Podczas pocałunku tamtego wieczoru czułem to coś między nami, to jak na mnie patrzyła i to jak się zachowywała przy mnie… Więc wyobraź sobie moje wkurwienie, gdy następnego dnia zobaczyłem ją półnagą w koszulce mojego przyjaciela. Wiem, że mimo to nie powinienem odzywać się do niej w ten sposób, to było chamskie, naprawdę, ale tak się we mnie zagotowało, że nie myślałem nad tym co mówię. Najpierw przyszło mi do głowy, że nieźle się razem bawili, podczas gdy ja całą noc wkurzałem się o to, że nie wygrałem dodatkowej rundy tej pieprzonej gry, a dopiero potem, że Harry użyczając jej swojej koszulki, zwyczajnie jej pomógł… Miałem w głowie tylko te czarne scenariusze, szczególnie po tym, jak Hann pocałowała się z Harrym… Wpatrywała się w niego jak w obrazek, nie mogłem na to patrzeć, chciałem być na jego miejscu! Zazdrość mnie zgubiła, ale zależy mi na Hann, dlatego przyjechałem dzisiaj… Powiedz mi proszę, gdzie ona jest, chcę ją zobaczyć, przeprosić, powiedzieć to, co powiedziałem teraz tobie. Przecież gdyby nic dla mnie nie znaczyła, nie wkurzyłbym się widząc ją w dwuznacznej sytuacji dotyczącej mojego kumpla…
 - W tym ostatnim masz rację, ale nie powiem ci, gdzie ona jest, Nie życzy sobie tego, a ja szanuję jej decyzję, w sumie rozumiem ją. Tym co zrobiliście nieźle namieszaliście, Hann potrzebuje teraz spokoju i zamierzam jej go zapewnić najlepiej jak umiem. Nawaliłam jako siostra, bo nawet nie wiem, czy czuje coś do któregoś z was i nie umiem stwierdzić, co ona teraz przeżywa, więc chcę chociaż pokazać jej, że wspieram ją w jej decyzjach
 - Przekażesz jej chociaż, że byłem i chciałem się z nią zobaczyć? I że jeżeli zmieni zdanie, czekam na jakiś znak z jej strony i rozmowę?
 - Jeżeli trochę odetchnie, przekażę jej. Wkurzyłeś mnie, ale gdzieś tam wierzę w to co powiedziałeś i w to, że jesteś tym kochanym Zaynem, którego wcześniej poznałam. Nie wiem, co ci odbiło, powinnam ci w ogóle dać po mordzie, ale nie lubię być na twitterze - spojrzała mu w oczy unosząc brew
 - No tak, nasza mała gwiazdka internetu - roześmiał się na wspomnienie o incydencie z Yv w roli głównej
 - Wracamy?
 - Wracamy. Yv?
 - Tak?
 - Dzięki. Jesteś w porządku i zawsze będę to powtarzał.
***
Zaparkowała samochód pod domem rodziców. Zarówno ona, jak i jej siostra dawno tu nie były, więc ogarnęło ją dziwne uczucie. Ujrzawszy w oknie krzątającą się w kuchni mamę uśmiechnęła się, po czym zabrała torbę z samochodu i zdecydowanym krokiem ruszyła do drzwi. Zapukała i odsunęła się nieco. Po chwili w progu ujrzała mężczyznę średniego wzrostu o szpakowatych włosach, wciąż nieco opalonej, pokrytej lekko siwiejącym już zarostem twarzy. Uśmiechał się szeroko na widok niespodziewanego gościa.
 - Małgosia, chodź no tu szybko! - zawołał po polsku, a po chwili zza jego pleców wyłoniła się drobna brunetka o niebieskich oczach - która to? Dawno nie widziałem, to przestałem rozróżniać - dodał zaczepnie
 - Ta, która wie, co to spalony, kochanie - westchnęła kobieta - i nie chodzi o kotlety robione przez twoją drugą córkę - roześmiała się
 - Hania! Chodź no do środka, matka ci zrobi herbatę - zarządził, po czym o jego żebro uderzył łokieć stojącej obok kobiety
 - Kogoś mi przypominacie… To jednak prawda, że wszystko zostaje w rodzinie - Hann uśmiechnęła się pod nosem i weszła do domu.
Niewiele się zmieniło od jej ostatniej wizyty. Te same meble, ten sam wystrój. Widząc znajome przedmioty poczuła się spokojniejsza i bezpieczna.
 - Zostaw torbę w korytarzu, tata ją potem zaniesie na górę do twojego dawnego pokoju
 - Ja mam jeszcze swój pokój?! - Hann rozdziawiła usta ze zdziwienia
 - Jesteśmy z tych rodziców, którzy mają cichą nadzieję, że mimo rozpoczęcia dorosłego życia, ich kochane dzieci kiedyś wrócą. Po prostu zawsze jest tu dla was miejsce - odparła kobieta głaszcząc córkę po ramieniu
 - O właśnie, a gdzie ta druga gwiazda? - mężczyzna roześmiał się - dalej tłajteruje z jakimś Niallem z Irlandii?
 - Przyjadą tu niedługo, ale skąd ty o tym wiesz?
 - Wasz kuzyn mi doniósł. Nawet się diablica nie pochwaliła…
 - Piotr! - warknęła mama bliźniaczek
 - No co? Wezmę ją i tego jej Irlandczyka w obroty, to się nauczą mówić o wszystkim tatusiowi
 - On nigdy nie skuma, że macie już swoje życie - szepnęła Małgorzata w stronę córki
 - Słyszałem!
***
Siedzieli z Louisem na kanapie zajadając chipsy i oglądając telewizję, a przynajmniej udając, że oglądają. Obaj wpatrywali się w bliżej nieokreślone punkty w przestrzeni, wyraźnie o czymś rozmyślając.
 - Byłeś dzisiaj u Hann - zaczął Harry, sięgając po kolejną garść chipsów
 - Byłem
 - Mówiła coś?
- Ma wyrzuty sumienia, że skłóciła przyjaciół. Współczuję jej, chodź w sumie całą czwórką popełniliśmy poważny błąd
 - Ja wprawdzie nie żałuję pocałunku, ale okoliczności w jakich do niego doszło, były no… głupie. Powinienem to rozegrać inaczej, ale stary, ja nie wiedziałem, że Zayn…
 - Ja też nie i jestem w szoku. Nic nam nie powiedział, nic!
 - No właśnie! To wszystko jest dziwne i popieprzone. Najgorsze jest to, że nie wiem, co robić. Zasugerowałem jej, co czuję, ale bez żadnej, wyraźnej odpowiedzi z jej strony, zupełnie nic. Zachowywała się nietypowo zarówno przy mnie, jak i przy Zaynie i serio nie wiem, co o tym myśleć. Wydaje mi się, że powinna ochłonąć, potem z nią pogadam

 - Tak chyba będzie najlepiej - przytaknął Louis poklepując kumpla po ramieniu

________________________________________

OGŁOSZENIA PARAFIALNE

1. Ten rozdział pojawił się szybko, ponieważ był napisany "do przodu", zaraz siadam do pisania czternastki. 
2. Liczba wyświetleń sugeruje mi, że sporo osób czyta to opowiadanie, jednak nie decyduje się komentować - oczywiście nie zmuszam nikogo, ale to niezmiernie miłe, czytać KOMENTARZE od was :) Wasze opinie i sugestie pomagają mi się rozwijać, z resztą myślę, że każda pisząca osoba się ze mną zgodzi :)
3. Ostatnio aktualizowałam LINKI i chciałabym zaprosić was do odwiedzania blogów innych autorek, które właśnie tam polecam :) Sama te blogi czytam i chętnie na nie zaglądam, więc jeśli lubicie spędzać czas w ten sposób, możecie sprawić dziewczynom przyjemność czytając i komentując ;)
4. Przypominam jeszcze o tym, że można znaleźć mnie na TWITTERZE - chętnie pogadam, więc jeżeli tylko chcecie, zapraszam <3 http://twitter.com/Bulikowna